Część 2 – Dalszy ciąg historii
Gabriela zatrzymała się zaledwie osiem minut od naszego hotelu.
Jeszcze raz sprawdziłam datę. Pokój zarezerwowano trzeciego dnia naszego miesiąca miodowego i opłacono ze wspólnego konta.
Zadzwoniłam do Radu.
— Dlaczego zapłaciłeś za hotel Gabrieli?
Zamilkł.
— Skąd wiesz?
Samo to pytanie wystarczyło mi za odpowiedź.
— Czyli to prawda.
— Teodora, nie zaczynaj znowu. Miała jakieś problemy i nie chciała być sama.
— A dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bo dokładnie wiedziałem, jak zareagujesz.
Nawet teraz nie uważał, że zrobił coś złego.
— Zostawiłeś mnie, żeby pójść do niej, a potem zabrałeś mi kartę pokładową, żeby zmusić mnie do przeprosin.
— Bo musiałaś się nauczyć, że nie możesz urządzać awantury za każdym razem, kiedy Gabriela do mnie dzwoni.
— Zostawiłeś mnie na lotnisku.
— Miałaś pieniądze. Nie porzuciłem cię przecież na środku pola.
Potem wypowiedział zdanie, które dla mnie zakończyło tę rozmowę:
— Chciałem tylko wreszcie zobaczyć, jak potulnie spuszczasz głowę.
Kiedy dotarłam do Aradu, nie wróciłam do niego.
Powiedziałam mu, że chcę się rozstać.
Radu nie chciał przyjąć do wiadomości, że nasze małżeństwo może skończyć się po zaledwie siedmiu dniach. Dzwonił, przyjeżdżał do mnie i wysyłał swoją rodzinę, żeby tłumaczyła mi, że robię katastrofę ze zwykłej kłótni.
O Gabrieli wciąż mówił to samo:
— Nie zdradziłem cię.
Nie mogłam udowodnić, że było inaczej. Po kilku dniach zrozumiałam jednak, że to już nie miało znaczenia.
Problemem nie było wyłącznie to, co wydarzyło się między nim a Gabrielą. Problemem było to, do czego, jego zdaniem, miał prawo wobec mnie.

Gabriela odezwała się do mnie tylko raz.
Spotkałyśmy się w kawiarni.
— Radu powiedział mi, że wiedziałaś o moim pobycie w Timișoarze — wyjaśniła.
— Nie wiedziałam.
Zamilkła.
Zapytałam ją, czy coś ich łączyło.
— Nie tak, jak myślisz. Ale za każdym razem, kiedy go potrzebowałam, przychodził.
To mi wystarczyło.
Gabrieli powiedział, że o wszystkim wiedziałam. Mnie wmawiał, że przesadzam, bo zadawałam pytania.
Kiedy zażądałam wyjaśnień, znowu próbował skierować rozmowę na inny tor.
— Dobrze. Zrobiłem błąd, że ci nie powiedziałem. Nie będę już rozmawiał z Gabrielą. Koniec. Czego jeszcze chcesz?
Wtedy zdałam sobie sprawę, że nadal niczego nie zrozumiał.
— Nawet jeśli Gabriela jutro zniknie z naszego życia, pozostanie mężczyzna, który zabrał mi kartę pokładową, żeby nauczyć mnie posłuszeństwa.
Na to Radu nie miał już odpowiedzi.
Rozstania nie udało się załatwić w jedno popołudnie. Potem przyszły rozmowy o pieniądzach i wspólnie kupionych rzeczach, telefony od jego rodziny oraz kolejne próby przekonania mnie, żebym wróciła.
Podczas ostatniej z nich powiedział:
— Nie sądziłem, że naprawdę odejdziesz.
— Wiem.
Właśnie na tej pewności opierało się całe jego zachowanie.
Wierzył, że może posunąć się dowolnie daleko, bo ja i tak zostanę.
Nie wróciłam.
Nasze małżeństwo się skończyło, a ja nie utrzymywałam też kontaktu z Gabrielą. Radu jeszcze długo był przekonany, że stracił żonę przez przyjaźń, której nie potrafiłam zaakceptować.
Ja dokładnie wiedziałam, dlaczego odeszłam.
Nie dlatego, że pewnego wieczoru pobiegł do Gabrieli.
Lecz dlatego, że kiedy nie zgodziłam się akceptować takiego zachowania, mój mąż postanowił karać mnie tak długo, aż nauczę się przyznawać mu rację.







