Część druga – Dalszy ciąg historii
— Nie odchodź, mamo. Proszę, ty też mnie nie zostawiaj.
Petrică powiedział „mamo”.
Chyba sam nie zdawał sobie z tego sprawy.
Ja tak.
Spojrzałam na Ancuțę. Wyraz jej twarzy się zmienił.
— Nie nazywaj jej tak! — wybuchła.
Petrică przytulił się do mnie jeszcze mocniej.
— Ale ona jest mamą!
— Nie jest!
— Ancuța…
— Nasza mama nie żyje!
Przez chwilę jej głos zagłuszył wiatr.
— Jeśli nazywasz ją mamą, to znaczy, że zapomniałeś o naszej!
Petrică zaczął płakać.
Pochyliłam się nad nim.
— Posłuchaj mnie. O nikim nie zapomniałeś.
Potem spojrzałam na Ancuțę.
— A ja wiem, że nie jestem waszą mamą.
Wyglądała na zaskoczoną.
— To powiedz mu, żeby przestał cię tak nazywać.
— Nie mogę mu mówić, co ma czuć. Tak samo jak nie mogę mówić tego tobie.
Odstawiłam latarnię i zamknęłam drzwi.
— Nie wyjdę na tę zamieć. Zostanę z wami, dopóki wasz tata nie wróci.
Ancuța usiadła przy piecu.
Nie podeszła do mnie.
Petrică nadal trzymał się mojej spódnicy.
Doru wrócił tuż przed północą. Pukał do drzwi tak długo, aż go usłyszałam.
Był cały w śniegu i ledwie trzymał się na nogach. Sanie się przewróciły, więc sporą część drogi musiał przejść pieszo.
Petrică rzucił mu się w ramiona.
Doru od razu spojrzał na Ancuțę.
— Wszystko w porządku?
Kiwnęła głową, po czym wskazała na mnie.
— Chciała iść cię szukać.
Doru zmarszczył brwi.
— W taką zamieć?
— Ale nie poszła — dodała Ancuța. — Została z nami.
To było wszystko.
W kolejnych dniach Petrică zaczął otwarcie mówić do mnie „mamo”.
Ancuța nie mogła tego znieść.
— Nie odpowiadaj mu, kiedy tak cię nazywa.
— Dlaczego?
— Bo nie jesteś jego mamą.
— Wiem.
— To dlaczego mu pozwalasz?
Usiadłam naprzeciwko niej.
— Ancuța, nie chcę zajmować miejsca twojej mamy.
— Wszyscy mówią, że teraz ty jesteś naszą mamą.
— Ja tak nie mówię.
Patrzyła na mnie nieufnie.
— Jeśli chcesz przez całe życie mówić do mnie po imieniu, możesz.
— I nie będziesz zła?
— Nie.
Nie sprawiło to, że od razu się zaprzyjaźniłyśmy.
Ale coś się zmieniło.
Przestałam zostawiać jej lalki i nieustannie zabiegać o jej przywiązanie.
Zaczęłam po prostu być obok.
Kiedy potrzebowała ciepłej wody, podgrzewałam ją.
Kiedy w jej pończochach robiły się dziury, cerowałam je.
Kiedy wieczorami płakała, nie narzucałam się. Zostawiałam uchylone drzwi do swojego pokoju.
Doru wszystko widział, ale niewiele mówił.
A między nami wciąż pozostawała prawda, o której żadne z nas nie chciało rozmawiać.
Nie wybrałam sobie tego miejsca ani tego życia.
Wiosną Ancuța zachorowała.
Miała wysoką gorączkę.
Przez trzy noce czuwałam przy jej łóżku.
Trzeciej nocy obudziła się, drżąc.
— Zimno mi.
Naciągnęłam na nią kołdrę.
Chwyciła mnie za palec.
— Mamo…
Zamarłam.
Otworzyła oczy.
Tym razem była zupełnie przytomna. Wiedziała, co powiedziała.
Spodziewałam się, że puści moją dłoń.

Nie zrobiła tego.
— Jestem tutaj — odpowiedziałam.
Kiedy wyzdrowiała, żadna z nas nie wspominała tamtej nocy.
Aż do pewnego wieczoru.
Ancuța przyszła do mnie ze starą szczotką do włosów. Widziałam ją już kilka razy, ale nigdy jej nie dotykałam.
— Należała do mamy.
— Wiem.
— Czesząc mnie nią, robiła mi warkocze.
Podała mi szczotkę.
— Ty też możesz mi je zrobić?
Wzięłam ją.
— Mogę spróbować.
Usiadła na stołeczku.
Powoli zaplotłam jej włosy.
Kiedy skończyłam, przejrzała się w lustrze.
— Mama zaplatała ciaśniej.
— W takim razie muszę się jeszcze trochę nauczyć.
Uśmiechnęła się.
— Jutro ci pokażę.
Tego wieczoru, kiedy dzieci już zasnęły, Doru został przy piecu.
— Ancuța pozwoliła ci użyć tej szczotki?
— Tak.
Powoli pokiwał głową.
— Od śmierci mamy nikomu nie pozwalała jej dotykać.
Dalej sprzątałam ze stołu.
— Doru, muszę cię o coś zapytać.
— Pytaj.
— Dlaczego się zgodziłeś?
Wiedział, co mam na myśli.
Długo milczał, zanim odpowiedział.
— Byłem sam z dwojgiem dzieci. Twój ojciec powiedział, że chcesz wyjść za mąż i że w domu nic już na ciebie nie czeka.
Zaśmiałam się gorzko.
— Nigdy czegoś takiego nie powiedziałam.
Doru spuścił wzrok.
— Domyśliłem się.
— Kiedy?
— Kiedy tu przyjechałaś.
— I nic nie powiedziałeś.
— Nie.
Zabolało mnie to bardziej, niż się spodziewałam.
— Bo tak było ci wygodnie.
Doru nie próbował się usprawiedliwiać.
— Tak.
Po raz pierwszy usłyszałam, jak się do tego przyznaje.
— Potrzebowałem kogoś. Myślałem o sobie i o dzieciach. Nie o tobie.
Milczałam.
W końcu Doru powiedział:
— Nie powinienem był się zgadzać.
Spojrzałam na niego.
— Jeśli chcesz odejść, nie będę cię zatrzymywał.
— Dokąd?
— Dokąd sama zechcesz. Jeśli chcesz wrócić do ojca, zawiozę cię. Jeśli nie chcesz tam wracać, pomogę ci znaleźć inne miejsce. Nie musisz tutaj zostawać tylko dlatego, że on tak postanowił.
Po raz pierwszy od śmierci mojej mamy ktoś zapytał mnie, choć na swój sposób, czego ja sama pragnę.
Tamtego wieczoru mu nie odpowiedziałam.
Doru mnie nie ponaglał.
Minęło kilka dni.
Pewnego ranka, kiedy szykował się do wyjścia do lasu, zapytał:
— Podjęłaś decyzję?
Ancuța siedziała przy stole, a Petrică próbował dmuchać w swój gwizdek z ustami pełnymi chleba.
Spojrzałam na nich.
Potem na Doru.
— Tak.
Zatrzymał się przy drzwiach.
— Chcę zostać.
— Dla dzieci?
— Także dla nich.
— Ale nie tylko?
— Nie.
Doru skinął głową.
Nie podszedł, żeby mnie przytulić, i niczego mi nie obiecywał.
Powiedział tylko:
— Więc tym razem zostajesz, bo sama tak wybrałaś.
— Tak.
Jeszcze wiele lat później Ancuța przechowywała szczotkę swojej mamy.
Nigdy nie prosiłam jej, żeby zapomniała o kobiecie, która ją urodziła.
Petrică nadal nazywał mnie mamą, a pewnego dnia Ancuța zaczęła robić to samo, bez żadnej rozmowy na ten temat.
Doru i ja zostaliśmy razem.
Nie dlatego, że ojciec mnie mu oddał.
Nie dlatego, że nie miałam dokąd pójść.
Tamtego wieczoru, kiedy Doru powiedział, że mam prawo sama wybrać, małżeństwo, o którym inni zdecydowali za mnie, w pewnym sensie dobiegło końca.
A kiedy postanowiłam zostać, po raz pierwszy to życie stało się również moim własnym.







