Część 2 – Dalszy ciąg historii
Przez chwilę nikt się nie odezwał.
Doina patrzyła na mnie z uniesioną brodą.
— Powiedz, Luminița. Śmiało. Co tak bardzo ci w nas przeszkadza?
— To, że za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżamy, kobiety pracują, a mężczyźni są obsługiwani.
Ionuț roześmiał się, stojąc w drzwiach.
— O to robimy cały ten cyrk?
Spojrzałam na niego.
— Skoro to taki drobiazg, możesz sam posprzątać ze stołu.
Od razu przestało mu być do śmiechu.
Doina odwróciła się do Cătălina.
— Słyszysz, jak ona się odzywa?
Cătălin wszedł do pokoju.
— Luminița, wystarczy.
— Nie. Od siedmiu lat milczę i robię to, czego się ode mnie oczekuje. Teraz naprawdę wystarczy.
Wtedy Doina powiedziała coś, czego nigdy nie zapomniałam.
— W moim domu kobiety z rodziny nie siedzą z założonymi rękami, kiedy ja pracuję.
Florentina powoli odstawiła szklanki na stół.
Doina zwróciła się do niej.
— A tobie co?
— Nic.
— To zanieś je do kuchni.
Florentina nie ruszyła się z miejsca.
Widziałam, jak zwilża usta.
— Pani Doino… myślę, że pod jednym względem Luminița ma rację.
Ionuț spojrzał na żonę.
— Florentina, nie wtrącaj się.
Odwróciła się do niego.
— Dlaczego mam się nie wtrącać? Przyjechałam tu o dziesiątej rano, żeby gotować z twoją matką. Ty przyjechałeś o pierwszej i od razu usiadłeś do stołu.
Sorin natychmiast spojrzał na Mirelę.
— Tylko ty teraz nie zaczynaj.
Mirela odstawiła półmisek.
— Nie musiałeś mi tego mówić. Ale tak, ja też mam już dość.
Doina znieruchomiała.
W ciągu kilku minut to, co uważała za bezczelność jednej synowej, przerodziło się w coś znacznie poważniejszego.
I właśnie to naprawdę ją rozwścieczyło.
— Doskonale! — wybuchła. — Od dziś nie robię już nic dla nikogo! Same sobie przygotowujcie obiady, święta, wszystko! Przyjęłam was do swojego domu, a wy zrobiłyście ze mnie służącą!
— Nikt nie chce, żeby była pani służącą — odpowiedziałam. — Właśnie to próbujemy powiedzieć. Nie chcemy, żeby którakolwiek z nas musiała usługiwać wszystkim pozostałym.
Ale Cătălin widział to inaczej.
W drodze do Bukaresztu milczał, dopóki nie minęliśmy Chitili.
Potem powiedział:
— Zniszczyłaś rodzinę.
— Bo nie umyłam naczyń?
— Przestań sprowadzać wszystko do naczyń. Nastawiłaś Florentinę przeciwko Ionuțowi. Mirela i Sorin pokłócili się po naszym wyjeździe. Mama płakała.
— Nie mówiłam tym kobietom, co mają powiedzieć.
— Ale to ty wszystko zaczęłaś.
Odwróciłam głowę w jego stronę.
— W takim razie może problem istniał już wcześniej, zanim otworzyłam usta.
Zacisnął dłonie na kierownicy.
— Mama powiedziała, że nie chce cię już u siebie widzieć.
Przez chwilę milczałam.
— A ty co na to?
— Co mam powiedzieć? To jej dom.
— Zapytałam, co ty o tym myślisz.
Nie odpowiedział.
To zabolało mnie bardziej niż zakaz Doiny.
W kolejnych dniach konflikt objął całą rodzinę.
Ionuț dzwonił do Cătălina i skarżył się, że Florentina zrobiła się „bezczelna”.
Sorin narzekał, że Mirela nie chce już chodzić na rodzinne obiady, podczas których musi gotować i sprzątać.
Doina telefonowała do każdego z synów osobno.
Stałam się idealnym wyjaśnieniem wszystkiego, co szło nie tak.
Potem nadeszła kolejna niedziela.
Cătălin ubrał się i wziął klucze.
— Jadę do mamy.
— Dobrze.
Zatrzymał się przy drzwiach.
— Nie jedziesz?
— Twoja mama powiedziała, że już mnie tam nie chce.
— Wiesz przecież, że powiedziała to w złości.
— To może sama mi powiedzieć, że zmieniła zdanie.

Westchnął.
— Luminița, pojedź ze mną i zakończmy wreszcie tę sprawę.
— W jaki sposób?
— Pojedziemy, będziesz zachowywać się normalnie, trochę pomożesz i wszystko się uspokoi.
Patrzyłam na niego przez kilka sekund.
Oto był wybór, którego od początku próbował uniknąć.
Nie między mną a jego matką.
Między dwoma sposobami życia.
— Czyli mam wrócić i robić dokładnie to samo co wcześniej, żebyście mogli powiedzieć, że problem został rozwiązany.
— Nie to powiedziałem.
— Właśnie to powiedziałeś.
Pojechał sam.
Dwie godziny później przysłał wiadomość.
„Nie wytrzymuję już tych awantur”.
Nie odpisałam.
Wrócił dopiero pod wieczór.
Wszedł do kuchni i położył klucze na stole.
— Mama ugotowała tylko dla siebie i taty.
— I co?
— Ionuț i Sorin też przyjechali sami.
Uniosłam brwi.
— Florentina?
— Nie przyszła.
— A Mirela?
Pokręcił głową.
— Też nie.
Po raz pierwszy stół, wokół którego kobiety przez lata krzątały się, obsługując mężczyzn, pozostał niemal pusty.
Cătălin usiadł.
— Ionuț powiedział, że Florentina nie przyjdzie, dopóki wszyscy nie zaczną wspólnie przygotowywać posiłków i sprzątać.
Milczałam.
— Sorin usłyszał mniej więcej to samo.
Potem spojrzał na mnie.
— Chyba zachowywaliśmy się jak egoiści.
Nie próbowałam go usprawiedliwiać.
— Było wam wygodnie.
Powoli skinął głową.
Zmiana nie nastąpiła po jednej rozmowie.
Doina nie stała się innym człowiekiem z dnia na dzień.
Przy okazji kolejnego święta, prawie dwa miesiące później, znów nas zaprosiła.
Poszliśmy.
Ale tym razem nie przyjechaliśmy trzy godziny wcześniej.
Kiedy skończyliśmy jeść, Doina odruchowo wstała i zaczęła zbierać naczynia.
Cătălin również się podniósł.
Zabrał stojące przed nami talerze i skinął na Ionuța.
— Chodź.
Ionuț przez chwilę na niego patrzył.
Potem wstał.
Sorin coś mruknął, ale Mirela przesunęła w jego stronę swoją szklankę.
— Tę też.
Roześmiałam się.
Florentina również się zaśmiała.
Doina nie.
Ale nie wysłała już nas trzech samych do kuchni.
Zostałam jeszcze przez kilka minut przy stole i dopiłam kawę, póki była gorąca.
Cătălin przeszedł obok ze stosem talerzy.
— Chcesz jeszcze?
Uniosłam filiżankę.
— Pierwszy raz u twojej mamy naprawdę mam czas wypić kawę.
Uśmiechnął się lekko i poszedł do kuchni.
Nie wygrałam wojny.
Nigdy też jej nie chciałam.
Po prostu po siedmiu latach w tej rodzinie stało się możliwe coś, co wcześniej uchodziło za nie do pomyślenia:
skoro wszyscy razem jedliśmy, wszyscy razem wstawaliśmy, żeby posprzątać.







