Zabrałam nasze maleńkie bliźniaczki do portu w innym mieście, żeby zrobić ich ojcu niespodziankę. Zastałam go jednak całującego inną kobietę. Sądziłam, że gdy poproszę go, by spojrzał w prawo, wreszcie ktoś stanie po mojej stronie. Ale to, co wydarzyło się później, uświadomiło mi, że jestem zdana wyłącznie na siebie. Zaczęłam więc planować zemstę.
Po raz kolejny poprawiłam dziewczynkom czapeczki, gdy czekałyśmy w terminalu wycieczkowym.
Ava marudziła. Mia spała z piąstką przyciśniętą do policzka.
Zabrałam ze sobą kogoś do pomocy przy dzieciach i bagażach, ale w tamtej chwili stałam sama, czekając, aż Ryan zejdzie ze statku.
Wypłynął, kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży.
Dwa miesiące później urodziłam bez niego u boku.
Teraz nasze córki miały trzy miesiące.
Umówiliśmy się, że spotkamy się w domu. Jednak poprzedniego dnia nie mogłam już znieść ani godziny dłużej czekania i kupiłam bilety lotnicze do portowego miasta.
Dodatkowa para rąk sprawiła, że ta podróż w ogóle była możliwa.
Prawie nie spałam, ale chciałam zrobić Ryanowi niespodziankę.
Nie mogłam się doczekać, aż zobaczy nasze dziewczynki. Przez większość drogi wyobrażałam sobie, jak upuszcza torbę i wyciąga ręce po jedną z córek.
I wreszcie, przynajmniej przez jakiś czas, miałabym obok kogoś, kto pomógłby mi w trudach opieki nad bliźniaczkami.
Sama przeszłam przez poród, nocne karmienia i wieczory, podczas których obie płakały, a ja siedziałam na podłodze w łazience, starając się nie obudzić sąsiadów.
Co kilka dni Ryan dzwonił, korzystając z kiepskiego Wi-Fi na statku.
— Kiedy wrócę do domu, wszystko się zmieni, kochanie. Obiecuję.
***
Drzwi się otworzyły i pojawił się Ryan.
Ale nie był sam.
Wyszedł roześmiany, obejmując kobietę, która ciągnęła za sobą różową walizkę.
Zanim zdążyłam zawołać go po imieniu, pochylił się i ją pocałował.
— Co do diabła…
Ryan podniósł wzrok i nas zobaczył.
Zamiast okazać poczucie winy, podszedł do nas, a kobieta nadal szła u jego boku.
— Claire? Co ty tu robisz?
— Chciałam zrobić ci niespodziankę. — Głos mi drżał. — Żebyś wreszcie poznał swoje córki.
Kobieta się roześmiała.
— Cóż… zrobiło się niezręcznie, delikatnie mówiąc.
Odwróciłam się do Ryana.
— Co to ma znaczyć? Od jak dawna się z nią spotykasz?
— Uspokój się. — Lekceważąco machnął ręką. — Poznaliśmy się na statku i po prostu tak wyszło.
— Bez zobowiązań — dodała kobieta z uśmiechem, jakby to wszystko wyjaśniało.
— Chyba rozumiesz, że jestem młodym, atrakcyjnym facetem — ciągnął Ryan. — Trudno oczekiwać, żebym przez tyle miesięcy był sam.
— Sam — powtórzyłam.
— Tak. Taka jest męska natura. — Przechylił głowę. — Jak myślisz, jak sobie radzę na morzu? Nie jest pierwsza i nie będzie ostatnia.
Odliczałam dni do jego powrotu.
A teraz dowiadywałam się, że zdradzał mnie za każdym razem, gdy wyjeżdżał, i uważał to za zupełnie dopuszczalne.
Wtedy kątem oka zauważyłam, że osoba, z którą przyjechałam, już wróciła.
— Wiesz co, kochanie? Rozumiem. Naprawdę.
Ryan rozluźnił ramiona.
— Ale o czymś zapomniałeś. O jednym bardzo ważnym szczególe. Spójrz, proszę, w prawo.
Odwrócił się.
Jego zadowolony z siebie uśmiech zniknął w jednej chwili.
— Tato.
Gerald, mój teść, stał obok nas z torbą na pieluchy w ręku. Miał ponurą minę.
— Ty. — Wskazał kobietę. — Idź już. Musimy porozmawiać w rodzinnym gronie.
Odeszła, ciągnąc za sobą walizkę.
Wypuściłam powietrze. Ryan mógł lekceważyć mnie, ale ojca słuchał.
— Czy ty oszalałeś? — syknął Gerald. — Pokazujesz się z nią przed własną żoną? Mówisz Claire prosto w twarz, że miałeś wiele romansów?
Ryan spuścił głowę i potarł kark.
Przez całe dwie sekundy czułam, że ktoś wreszcie przyznał mi rację.
Potem Gerald powiedział coś, co zupełnie mnie zaskoczyło.
— Jestem żonaty od trzydziestu czterech lat — ciągnął. — Twoja matka ani razu nie przyłapała mnie z inną kobietą. I z pewnością sam jej o nich nie opowiadałem. Rusz głową.
Pomyślałam, że źle go zrozumiałam.
— Mówi mu pan, że powinien był lepiej to ukrywać?
— Kochana, mów ciszej. — Gerald ponownie zwrócił się do Ryana. — Okaż trochę szacunku.
— Masz rację, tato. — Ryan spojrzał na mnie. — Przepraszam.
Potem wyciągnął ręce do Mii, jakby nasze rodzinne powitanie mogło się wreszcie rozpocząć.
Cofnęłam się.
— Nie.
— Poważnie? Będziesz wykorzystywać dziewczynki, żeby mnie ukarać?
Wzięłam torbę od Geralda.
— Nie zamierzam udawać, że wszystko jest w porządku. Wyjeżdżam.
— Nigdzie nie wyjeżdżasz. — Gerald położył mi dłoń na ramieniu.
— Gerald, proszę…
— Nie stać cię na samodzielny powrót do domu, Claire — powiedział. — I nie pozwolę ci tak po prostu uciec z moimi wnuczkami tylko dlatego, że jesteś zdenerwowana.
Miał rację. Nie mogłam sobie pozwolić na samodzielny powrót z dziećmi.
I nienawidziłam tego.
***
W samolocie mężczyźni rozmawiali o wyprawie na ryby.
Patrzyłam na śpiące bliźniaczki i rozważałam swoje możliwości.
***
Kiedy dotarliśmy do domu, Ryan rzucił torbę przy drzwiach.
— No dobrze — powiedział. — Co na kolację?
— Ty tak poważnie?
Przewrócił oczami.
— Przez cały ten czas byliśmy szczęśliwi. Poza tym i tak nie masz dokąd pójść, więc wreszcie odpuść.
Jeszcze się przekonamy.
***
Następnego ranka zadzwoniłam z pokoju dziecięcego do mojej najlepszej przyjaciółki, Dany.
— Co ja mam zrobić? Mogłabym zapytać, czy mogę wrócić do pracy, ale wtedy muszę zapłacić za opiekę nad dziećmi, wynajem mieszkania i jedzenie… Nie dam rady.
— Przyjedź do mnie — powiedziała Dana. — To nie jest rozwiązanie na stałe, ale przynajmniej będziecie miały dach nad głową.
Chciałam od razu się zgodzić.
Potem spojrzałam na dwa łóżeczka i spróbowałam sobie wyobrazić całe nasze życie wciśnięte w jej maleńki pokój gościnny.
— Nie wiem… Najbardziej martwię się o dzieci. Ale nie mogę ich zostawić.
Moje stanowisko w pracy na mnie czekało, jednak urlop był bezpłatny.
Pensja Ryana pokrywała większość domowych rachunków.
Może mogłam zaczekać, aż znowu wypłynie. Mogłabym pracować, oszczędzać i wszystko przygotować, nie musząc codziennie żyć obok niego.
***
Tego wieczoru zastałam go w drzwiach pokoju dziecięcego z Avą na rękach.
Jej mała dłoń zaciskała się na jego kciuku.
Ryan nucił i uśmiechnął się, kiedy odwróciła główkę w stronę jego głosu.
Potrafił być czuły. Potrafił je kochać.
Może dziewczynki mogły mieć przynajmniej tę jego część, a ja nauczyłabym się żyć z resztą.
Jego dochody. Większość miesięcy bez niego. Rodzina, która z zewnątrz nadal wyglądała jak rodzina.
Potem położył Avę do łóżeczka i poszedł za mną do naszej sypialni.
Zostawiłam mu koc na kanapie.
— Nie będę tam spał — powiedział.
— Ryan, nie mogę tak po prostu położyć się obok ciebie.
— Nie możesz bez końca karać mnie za coś, co już się skończyło.
Wszedł do łóżka.
— Jeśli koniecznie chcesz traktować mnie jak singla, nie udawaj zdziwionej, kiedy zacznę się tak zachowywać.
Spojrzałam na wolne miejsce obok niego.
Gdybym została, słyszałabym to za każdym razem, kiedy odmawiałabym udawania, że między nami wszystko jest dobrze.
Zabrałam poduszkę do pokoju dziewczynek i położyłam się na podłodze.
Leżałam tam, aż za oknem zaczęło szarzeć.
***
Następnego dnia zadzwoniła Dana.
— Znam opiekunkę, która może mieć jeszcze miejsca dla dwojga niemowląt — powiedziała. — Ja zadzwonię do niej, a ty do szefa.
Tak właśnie zrobiłam.
Kierownik zaproponował mi trzy poranne zmiany w tygodniu albo dłuższe zmiany wieczorne.
— Przyjdź porozmawiać w czwartek — powiedział.
Dana miała na czwartek umówioną wizytę.
Ryan miał być w domu, więc poprosiłam go, żeby zajął się dziewczynkami podczas mojego spotkania.
— Jasne — odpowiedział, patrząc w telefon. — Nie ma problemu.
Zawiódł mnie jako mąż.
Wciąż miałam nadzieję, że mogę na niego liczyć jako na ojca naszych dzieci.
Wtedy wszystko się zmieniło.
***
Następnego ranka Ryan wszedł do kuchni z uśmiechem.
— Dobre wieści. Holloway polecił mnie na stanowisko na lądzie. Zatwierdzone. Koniec z wielomiesięcznymi wyjazdami.
Pan Holloway kierował działem Ryana i miał nadzorować jego przejście na nowe stanowisko.
Ryan wspominał, że stara się zdobyć jego przychylność. Nie wiedziałam jednak, że ubiega się o pracę na lądzie.
— Chciałaś mieć mnie w domu, kochanie. No to będziesz mnie miała.
Kilka miesięcy wcześniej ta wiadomość by mnie uszczęśliwiła.
Teraz była najgorszym, co mogło się wydarzyć.
— Zaprosiłem Hollowaya na kolację w piątek — dodał Ryan. — Żeby mu podziękować. Ugotuj coś dobrego.
Zmusiłam się do uśmiechu.

W czwartek rano byłam już ubrana na spotkanie, kiedy Ryan zszedł po schodach, pobrzękując kluczami.
— Muszę załatwić parę rzeczy związanych z nową pracą. Będziesz musiała przełożyć spotkanie.
— Obiecałeś, że zajmiesz się dziewczynkami.
— Ten awans jest ważny dla nas wszystkich. Powinnaś mnie wspierać.
Wyszedł, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
Zadzwoniłam do Geralda.
Nie oczekiwałam już współczucia. Może jednak znalazłby dwie godziny dla swoich wnuczek.
— Ryan obiecał się nimi zająć. Wyszedł, a moje spotkanie zaczyna się za czterdzieści minut.
— Ma teraz dużo na głowie. Może wrócisz do pracy później. Po co ten pośpiech?
Nie mogłam odkładać zarabiania własnych pieniędzy tylko dlatego, że Ryan miał inne plany.
Zadzwoniłam do Dany.
— Mogłabyś przełożyć swoją wizytę? Okropnie mi głupio, że cię o to proszę, ale potrzebuję pomocy.
— Daj mi dziesięć minut — powiedziała.
W pracy wybrałam trzy poranne zmiany.
Później Dana siedziała obok mnie, gdy dzwoniłam do jej sąsiadki w sprawie opieki nad dziećmi.
Miała wolne miejsca przez trzy poranki w tygodniu.
Opłata za dwoje niemowląt pochłaniała większą część mojej pensji, niż się spodziewałam.
Zapisałam, ile zostanie na dojazdy, mleko modyfikowane i jedzenie.
Na kaucję za mieszkanie nie zostawało nic.
— Mogę udostępnić wam pokój na sześć tygodni — powiedziała Dana. — W tym czasie podzielimy się wydatkami na jedzenie.
— A co będzie po sześciu tygodniach?
— Jeszcze nie wiem.
Ponownie spojrzałam na wyliczenia.
Finansowo łatwiej byłoby zostać z Ryanem.
Ale oznaczałoby to dalszą zależność od człowieka, który właśnie po raz kolejny zostawił mnie na lodzie.
***
W piątek kupiliśmy składniki na kolację.
Po powrocie Ryan zatrzymał się na werandzie z torbami zakupów w obu rękach.
— Dzisiaj wieczorem wszystko ma pójść gładko. Rozumiesz?
— To znaczy, że mam się uśmiechać, kiedy będziesz opowiadał panu Hollowayowi, jakim oddanym mężem i ojcem jesteś?
— Nie zaczynaj znowu. To było kilka kobiet. Przecież się w nich nie zakochałem. — Zaśmiał się. — To były pasażerki, na litość boską! Spałem z nimi i tyle.
Wpatrywałam się w niego.
— Czyli naraziłeś też swoją pracę?
Poprawił torby w dłoniach.
— A jeśli ją stracę, ty też na tym stracisz. Ty i dziewczynki. Więc nie zrobisz nic głupiego.
Zaniósł zakupy do środka.
Zostałam jeszcze przez chwilę na werandzie.
Wiedziałam już dokładnie, jaki będzie mój następny krok.
***
Kiedy tego wieczoru Dana przyjechała po bliźniaczki, włożyłam swoją walizkę do jej bagażnika, obok toreb dziewczynek.
— Możesz pojechać z nami już teraz — powiedziała. — Nie musisz znosić tej kolacji.
Przez okno widziałam Ryana ustawiającego kieliszki do wina.
Dana oferowała wszystko, co mogła.
Chciałam, żeby to wystarczyło, bym przestała się bać.
Pocałowałam obie córki, zanim odjechała z nimi.
Potem wróciłam do domu dokończyć przygotowywanie posiłku.
***
Pan Holloway przyjechał o siódmej z butelką wina.
Uścisnął Ryanowi dłoń, a Gerald poklepał obu po plecach.
— Mężczyzna, który stawia rodzinę na pierwszym miejscu — oznajmił Gerald, kiedy na stole pojawiła się pieczeń. — Dzięki tej pracy będzie mógł być przy żonie i córkach.
Pan Holloway uśmiechnął się do mnie.
— Musi być pani zadowolona.
Ryan wyszczerzył zęby.
— Praca na lądzie zapewni mojej rodzinie wszystko, czego potrzebuje. Powiedz mu, kochanie.
Chciał, żebym pomogła mu uwiarygodnić tę opowieść.
Liczył, że strach przed utratą jego pensji zmusi mnie do uśmiechu.
Ale nie zamierzałam w tym uczestniczyć.
— Opowiedziałeś już panu Hollowayowi o pasażerkach?
Ryan wbił we mnie wzrok.
— O kobietach, o których mówiłeś na werandzie.
— Claire, daj spokój.
— To nie jest ani czas, ani miejsce — odezwał się Gerald.
Położyłam telefon obok talerza.
Ryan wyciągnął po niego rękę.
— Naprawdę zamierzasz to zrobić?
Przysunęłam telefon bliżej siebie i włączyłam nagranie naszej rozmowy, zarejestrowanej przez kamerę przy dzwonku do drzwi.
— To były pasażerki, na litość boską! Spałem z nimi i tyle.
Pan Holloway spojrzał na Ryana.
— To była prywatna rozmowa — powiedział szybko Ryan. — Kłóciliśmy się. Chciałem ją tylko sprowokować.
— Czy podczas pracy na pokładzie utrzymywał pan kontakty seksualne z pasażerkami?
Ramiona Ryana opadły.
— Przepraszam, proszę pana. Popełniłem błędy. To się więcej nie powtórzy. Proszę dać mi jeszcze jedną szansę.
Pan Holloway odsunął krzesło.
— Zna pan zasady. Jak mógł pan to zrobić?
— Proszę. Moje córeczki…
— W poniedziałek nie rozpocznie pan pracy na nowym stanowisku. Proszę przesłać mi to nagranie, Claire. W poniedziałek z samego rana omówię sprawę z działem kadr.
Wstał, nie tknąwszy wina.
Ryan poszedł za nim do przedpokoju, wciąż próbując go przekonać.
Usłyszałam zamykające się drzwi wejściowe.
Potem Ryan wrócił.
— Przez ciebie straciłem pracę. Jak mamy teraz utrzymać dziewczynki?
Zaschło mi w ustach.
Zadawał pytanie, które sama zadawałam sobie bez przerwy.
— Naraziła całą rodzinę — powiedział Gerald. — Żeby się odegrać.
Podniosłam torebkę.
— Dziewczynki są u Dany. Ja też tam zostanę.
— Na jak długo? — zażądał odpowiedzi Ryan.
— Dała nam sześć tygodni.
— A potem? — zapytał Gerald. — Dwoje niemowląt, Claire. Tu nie chodzi tylko o ciebie.
— Wiem. Próbowałam znaleźć sposób, żeby zostać, ale twoje „męskie potrzeby” są dla ciebie ważniejsze od tej rodziny.
Ryan podszedł bliżej. Wyraz jego twarzy się zmienił.
— Zmienię się. Przysięgam. Od teraz rodzina będzie najważniejsza.
Chciałam mu uwierzyć.
Chciałam, żeby mężczyzna, którego widziałam nucącego Avie, naprawdę tak myślał.
— Zostań, dopóki tego nie poukładamy — powiedział. — Nie musisz radzić sobie sama.
Mocniej zacisnęłam palce na pasku torebki.
Gdybym została, mogłabym odsunąć w czasie przeprowadzkę do ciasnego pokoju gościnnego i strach przed tym, że po sześciu tygodniach nie będziemy miały dokąd pójść.
Ale już widziałam, jak łatwo łamie obietnicę, kiedy jej dotrzymanie staje się niewygodne.
— Mam nadzieję, że się zmienisz — powiedziałam. — Mimo to odchodzę.
Gerald otworzył usta.
Wyszłam, zanim ktokolwiek zdołał przekonać mnie, żebym znowu usiadła.
***
W pokoju gościnnym Dany ledwie się mieściłyśmy.
Dwa łóżeczka turystyczne były wciśnięte między łóżko a okno.
Moja walizka stała pod ścianą.
Pierwszego wieczoru uśpiłam Avę, potem Mię i położyłam się, nie rozpakowawszy nawet rzeczy.
W poniedziałek potwierdzono zwolnienie Ryana.
W tym samym tygodniu wróciłam do pracy i zaczęłam załatwiać sprawy związane z rozstaniem.
Kwestie finansowe i ustalenia dotyczące opieki nad dziećmi nadal pozostawały nierozwiązane. Wciąż nie miałam pieniędzy na kaucję za własne mieszkanie.
W poniedziałek wieczorem odkładałam butelki, kiedy Dana cicho zapukała do drzwi sypialni.
— Chodź coś zjeść.
Na kuchennym stole czekały dwa talerze makaronu.
Usiadłam naprzeciwko niej i wzięłam widelec.
***
W końcu przeprowadziłyśmy się z bliźniaczkami do własnego, małego mieszkania.
Ryan i ja wzięliśmy rozwód. Jego ojciec załatwił mu pracę w restauracji należącej do znajomego.
W zeszłym tygodniu Dana przedstawiła mi swojego nowego sąsiada.
Jutro wieczorem idziemy na randkę.
Zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie swoje życie.
Ale jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek.







