Myślałem, że jestem gotowy na wszystko, kiedy zgodziłem się na elegancką pierwszą randkę. Ale kiedy dziewczyna, z którą się umówiłem, zamówiła najdroższe danie z menu, a potem odmówiła zapłacenia, stanąłem przed wyborem, który miał wystawić na próbę moją cierpliwość i dumę oraz pokazać mi, co tak naprawdę liczy się podczas randek.
Mając 32 lata, sądziłem, że potrafię już rozpoznać katastrofę, zanim się wydarzy.
Chciałbym powiedzieć, że od początku wiedziałem, co wydarzy się z Chloe. Ale tak bardzo zależało mi na tym, żeby ten wieczór się udał, że ignorowałem każdy wczesny sygnał ostrzegawczy.
Od pewnego czasu nie byłem aktywny na rynku randkowym. Mój ostatni poważny związek zakończył się spokojnie, niczym świeca, która powoli dopala się w pustym pokoju. Kolejne miesiące nie były właściwie samotne.
Były po prostu… pozbawione koloru.
Moje życie składało się z dni spędzanych w pracy, wieczorów z serialami, które już wcześniej oglądałem, oraz przyjaciół, którzy pisali coraz rzadziej, bo każdy był zajęty, żonaty albo jedno i drugie.
To moja siostra Erin w końcu namówiła mnie, żebym spróbował jeszcze raz.
— Jesteś zbyt porządnym facetem, żeby siedzieć samemu w domu, Evan. Wróć do randkowania, bracie. To przecież nie koniec świata.
W deszczowy czwartek praktycznie zmusiła mnie do pobrania aplikacji randkowych. Siedzieliśmy przy kuchennym blacie, przeglądaliśmy profile i żartowaliśmy, aż bolał mnie brzuch ze śmiechu.
— Wow. Te kobiety naprawdę mają mnóstwo pewności siebie, Ev.
— I chcesz, żebym po prostu zaczął z kimś rozmowę? — zapytałem, jednocześnie rozbawiony i przerażony.
— Wyjdź znowu do ludzi, bracie. To nie apokalipsa.
Kiedy dopasowałem się z Chloe, od razu się wyróżniła.
Była pewna siebie, piękna i zawsze miała bardziej błyskotliwą odpowiedź niż ja. Żartowała z mojego zdjęcia profilowego, na którym trzymałem rybę i wyglądałem zdecydowanie zbyt poważnie jak na sobotni poranek.
Napisała:
*„Duży połów czy kryzys wieku średniego?”*
Odpisałem:
*„Czy nie może być jednym i drugim?”*
I tak zaczęła się nasza rozmowa.
Po kilku dniach pisania Chloe zaproponowała kolację.
*„Zróbmy coś wyjątkowego. Życie jest krótkie… trzeba się nim cieszyć.”*
Zawahałem się przed odpowiedzią. Miałem już wcześniej randki, podczas których „coś wyjątkowego” zamieniało się w niezręczną grę o rachunek. Czasami dziewczyna szła rzekomo do toalety i nigdy nie wracała.
Tym razem chciałem od początku postawić sprawę jasno.
Musiałem wiedzieć, że mój czas i energia nie pójdą na marne.
Napisałem więc do Chloe:
*„Żebyśmy mieli jasność: na pierwszej randce zazwyczaj dzielę rachunek. Tak jest prościej i oboje wiemy, czego się spodziewać.”*
Odpisała w mniej niż minutę:
*„To uczciwe! Nie ma problemu.”*
Wyglądało na to, że wszystko zostało ustalone.
„Dobrze, Evan” — powiedziałem sobie. „Może tym razem naprawdę trafiłem na odpowiednią osobę.”
Chloe wybrała restaurację — elegancki lokal z owocami morza w centrum miasta. Przyciemnione światła, cichy jazz i karta dań, w której ceny były wydrukowane tak dyskretnie, że trzeba było się naprawdę dobrze przyjrzeć, żeby je zauważyć.
Tego wieczoru wyprasowałem koszulę, której nie miałem na sobie od Bożego Narodzenia, i poćwiczyłem trochę small talku przed lustrem.
„Po prostu idziesz spotkać się z kimś” — przypomniałem sobie. „Nie bierzesz udziału w castingu do programu randkowego.”
Przyjechałem pierwszy.
Hostessa uśmiechnęła się.
— Stolik dla dwóch osób, proszę pana?
— Tak, poproszę. Rezerwacja jest na nazwisko Evan.
Usiadłem przy barze i udawałem, że dokładnie studiuję kartę win. Za każdym razem, gdy otwierały się drzwi, podnosiłem wzrok, spodziewając się Chloe.
Barman to zauważył.
— Czekasz na kogoś, kolego?
Kiwnąłem głową.
— Pierwsza randka.
Uśmiechnął się.
— Poznaliście się w internecie?
— Aż tak to widać?
— Tylko dlatego, że sprawdzasz telefon co trzydzieści sekund — powiedział ze śmiechem, wycierając szklankę.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, usłyszałem głos.
— Evan?
Odwróciłem się.
To była ona.
Długie, piękne włosy, czerwona sukienka i olśniewający uśmiech. Przez chwilę miałem wrażenie, że cały lokal zwrócił na nią uwagę.
Wstałem tak gwałtownie, że niemal przewróciłem stołek.
— Hej, Chloe. Bez problemu znalazłaś to miejsce?
— Nie było trudno — odpowiedziała, rozglądając się po restauracji. — Wow. Jest tutaj przepięknie.
Wzruszyłem ramionami.
— To twoja zasługa. Ty wybrałaś to miejsce.
Roześmiała się, wsunęła rękę pod moje ramię i powiedziała, gdy podeszła do nas hostessa:
— To prawda. Mam talent do wybierania ładnych miejsc.
Poszliśmy za hostessą między stolikami. Obcasy Chloe stukały pewnie o podłogę.
Przy naszym stoliku usiadła pierwsza i zaczęła rozglądać się dookoła, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół.
— Fajne miejsce, prawda? Mają homara! Uwielbiam homary. Mam nadzieję, że nie jesteś uczulony, Evan.
— Nie mam alergii — odpowiedziałem. — Ale czasami dostaję lekkiego stresu, kiedy patrzę na menu.
Uśmiechnęła się.
— Zaufaj mi. Spodoba ci się tutaj.
Podeszła kelnerka. Na plakietce miała napisane Maya. Podała nam menu.
Chloe ledwie na nie spojrzała.
— Już wiem, co chcę. Poproszę homara z sosem maślanym. I dodatkowy sos osobno.
Maya skinęła głową i zapisała zamówienie.
— Doskonały wybór. A dla pana?
— Eee… poproszę łososia. I wystarczy woda.
Chloe odchyliła się na krześle i splotła dłonie.
— Czyli to twoja pierwsza randka z Tindera?
— Nie pierwsza, ale pierwsza od dłuższego czasu — przyznałem. — A ty?
Wzruszyła ramionami.
— Kilka. Ale większość facetów jest zbyt nieśmiała. Albo zbyt skąpa.
Uśmiechnęła się lekko.
— Ty natomiast wydajesz się spokojny. To mi się podoba.
Zaśmiałem się nerwowo.
— Staram się. Wcześniej nawet ćwiczyłem trochę small talku.
Uniósła brew.
— Naprawdę? To mnie teraz czymś zaskocz.
— Dobrze… potrafię dotknąć językiem nosa.
Chloe wybuchnęła śmiechem.
— To jest okropne, Evan.
Uśmiechnąłem się.
— Może. Ale przynajmniej przełamaliśmy lody.
Pokręciła głową, wciąż się uśmiechając.
— No dobrze. Dostajesz punkty za starania.
Kiedy przyniesiono nasze drinki, wyjęła telefon.
— Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Dokumentuję swoją kulinarną podróż.
— Proszę bardzo. Mój talerz jeszcze nigdy nie wyglądał tak dobrze.
Zrobiła zdjęcie jedzenia, a potem zdjęcie nas obojga.
— Uśmiechnij się. Moje przyjaciółki będą chciały dowodu, że naprawdę istniejesz.
Uśmiechnąłem się.
— Powiedz im, że przetrwałem pierwszą rundę.
Chloe mrugnęła do mnie.
— Wieczór dopiero się zaczyna.
Wznieśliśmy kieliszki. W restauracji panowała przyjemna atmosfera, a rozmowa płynęła tak swobodnie, jakbyśmy znali się od lat.
Przez chwilę pomyślałem, że może źle ją oceniłem.
Może Chloe była po prostu pewna siebie i bezpośrednia — a nie rozpieszczona i roszczeniowa.
Skończyliśmy jeść i właśnie wtedy, gdy zacząłem się naprawdę odprężać, Maya podeszła i zabrała nasze talerze.
Wtedy przyniosła rachunek.
Położyła go dokładnie między nami.
Chloe nawet nie wyciągnęła ręki w jego stronę.
Spojrzałem na nią, a potem na rachunek.
Sam jej homar kosztował 150 dolarów. Po doliczeniu wina, deseru i dodatków jej część wynosiła zdecydowanie więcej niż połowę całej kwoty.
Wyjąłem kartę.
— Dobrze. Po prostu dzielimy rachunek, tak jak się umawialiśmy, prawda?
Chloe odchyliła się do tyłu i uśmiechnęła, jakby tylko ja przy tym stole nie rozumiałem jakiegoś żartu.
— Ja nie zapłacę.
Patrzyłem na nią, czekając, aż w każdej chwili zacznie się śmiać.
Ale nie zaśmiała się.
— Co?

Sam jej homar kosztował 150 dolarów.
Wzruszyła ramionami.
„Jesteś mężczyzną. To mężczyźni płacą, prawda? Zawsze tak robiłam”.
Poczułem, jak robi mi się gorąco w uszach.
„Ale… przecież umówiliśmy się, że podzielimy rachunek”.
Wyjęła telefon i zaczęła bezmyślnie przewijać ekran.
„Tak… ale nie sądziłam, że naprawdę to mówiłeś na serio. Faceci nigdy nie mówią tego poważnie”.
Przez chwilę między nami panowała cisza.
Wróciło do mnie coś starego i znajomego — wspomnienia chwil, kiedy sprawiano, że czułem się mały i nieważny, jakby moje uczucia się nie liczyły i jakbym powinien przepraszać za to, że oczekuję zwykłej uczciwości.
„Jesteś mężczyzną. To mężczyźni płacą, prawda?”
Mimo wszystko zachowałem spokojny ton i zmusiłem się, żeby nie ustąpić.
„Mówiłem poważnie” — powiedziałem cicho.
Chloe przewróciła oczami i uśmiechnęła się kpiąco.
„Naprawdę zamierzasz się skompromitować przez kolację, Evan? Przy wszystkich tych ludziach?”
„Dlaczego miałbym się wstydzić tego, że chcę dotrzymać naszej umowy?”
Zaśmiała się lekko, niemal z politowaniem.
„Boże, ale z ciebie uparciuch”.
Odłożyłem widelec.
„Umówiliśmy się, że dzielimy rachunek”.
Spojrzała gdzieś za mnie, jakby szukała drogi ucieczki, ale żadnej nie znalazła.
„No dobrze… może zmieniłam zdanie”.
Maya ponownie podeszła do naszego stolika, niosąc w jednej ręce stos talerzy. Wyglądało na to, że wyczuła napięcie.
„Czy wszystko w porządku?”
Chloe szybko posłała jej uśmiech.
„Tak, wszystko dobrze. Po prostu doszło do małego nieporozumienia w sprawie rachunku”.
Spojrzałem na Mayę.
„Umówiliśmy się, że podzielimy rachunek. Teraz ona twierdzi, że tego nie zrobi”.
Chloe prychnęła i zwróciła się do Mayi.
„Szczerze mówiąc, robi wielką aferę z niczego. Mężczyźni płacą za randki. Tak już jest”.
Maya przyjrzała jej się uważniej.
„Właściwie chyba panią pamiętam. Czy nie była pani tutaj dwa tygodnie temu? Przy tym samym stoliku, tylko z innym mężczyzną?”
Chloe zesztywniała.
„Co? Nie. To nie byłam ja”.
Jej głos wyraźnie ucichł.
Maya jednak nie dała się zbić z tropu.
„Zamówiła pani homara, prawda? I wtedy również była podobna rozmowa dotycząca rachunku. Tamten mężczyzna zapłacił swoją część i wyszedł. Pani swojej nie zapłaciła”.
Wokół nas zapadła cisza. Czułem, że ludzie zaczęli się przysłuchiwać i obserwować całą sytuację.
Pewność siebie Chloe zaczęła znikać.
„Może się pani myli”.
Maya pokręciła głową.
„Nie. Nie mylę się. Zapamiętuję twarze”.
Zrobiła krótką pauzę.
„Proszę chwilę poczekać. Pójdę po kierownika”.
Chloe wyprostowała się.
„To nie jest konieczne”.
Maya zachowała spokój.
„Jest. Mamy też nagrania z kamer, które mogą to potwierdzić”.
Chwilę później podszedł do nas mężczyzna w czarnej koszuli.
„Dobry wieczór” — powiedział, spoglądając na nas oboje.
Maya odezwała się do niego cicho:
„Była tu już wcześniej. Dokładnie taka sama sytuacja”.
Kierownik skinął głową i spojrzał na Chloe.
„Proszę pani, będzie pani musiała zapłacić swoją część rachunku jeszcze dziś. Ma pani również zaległość z poprzedniej wizyty”.
Twarz Chloe zrobiła się blada.
„To absurd”.
Kierownik nawet nie drgnął.
„Może pani oczywiście zakwestionować tę kwotę, ale musi zostać uregulowana przed opuszczeniem lokalu”.
Poczułem ogromną ulgę.
„Chciałbym zapłacić osobno. I chciałbym zostawić Mayi napiwek”.
Chloe zaśmiała się nerwowo.
„Naprawdę robisz to teraz, Evan?”
Nikt jej nie odpowiedział.
Maya odezwała się spokojnie, ale stanowczo:
„Chcę tylko dopilnować, żeby każdy został potraktowany uczciwie. Zaraz przyniosę osobne rachunki”.
Chloe zaczęła grzebać w torebce.
„Mogłeś po prostu za mnie zapłacić, Evan. Teraz zrobiło się naprawdę niezręcznie”.
Pokręciłem głową.
„Tu nie chodzi o pieniądze, Chloe. Chodzi o kłamstwo”.
Zamilkła i wpatrywała się w telefon, jakby chciała w nim zniknąć.
Kiedy Maya wróciła, podałem jej swoją kartę. Chloe również wyciągnęła swoją.
„Przepraszam” — powiedziała Maya. „Ale ta karta została odrzucona”.
Kierownik nadal stał obok niej.
„Będzie pani musiała użyć innej formy płatności”.
Twarz Chloe jeszcze bardziej zbladła.
Wyjęła kolejną kartę i mruknęła:
„To tylko problem z bankiem”.
Ręce trzęsły jej się, kiedy próbowała ponownie.
Tym razem płatność przeszła, ale szkody zostały już wyrządzone.
Chwyciła torebkę i zaczęła nerwowo zbierać swoje rzeczy. Cała jej pewność siebie zniknęła. Nawet na mnie nie spojrzała.
Spojrzałem na Mayę.
Kiwnęła mi dyskretnie głową — mały, szczery gest życzliwości, którego, jak się okazało, bardzo potrzebowałem.
„Tylko nie pozwól, żeby to zniechęciło cię do randkowania, dobrze?”
Uśmiechnąłem się.
„Dzięki. Za wszystko”.
Wtedy odezwał się kierownik:
„Proszę pani, jeśli nie jest pani w stanie zapłacić rachunku, może pani pracować u nas przez najbliższe dwa tygodnie jako pomoc przy zmywaniu naczyń. Ale ostrzegam — te piękne paznokcie nie będą już wyglądały tak samo”.
Chloe aż otworzyła usta ze zdumienia.
Na zewnątrz było zimno, a światła miasta odbijały się w mokrym asfalcie.
Zamiast wrócić prosto do domu, pojechałem do mieszkania Erin.
Odebrała po drugim sygnale.
„Hej, jesteś zajęta?” — zapytałem.
„Brzmisz dziwnie. Randka była aż tak zła?”
„Nie. Po prostu… mam ci do opowiedzenia pewną historię. Mogę do ciebie wpaść?”
Jej głos od razu złagodniał.
„Oczywiście! I mam lody”.
Dziesięć minut później siedziałem na kuchennym stołku, podczas gdy Erin przeszukiwała zamrażarkę.
„No, opowiadaj” — powiedziała, stawiając przede mną pudełko lodów i butelkę sosu czekoladowego. „Wyglądała jak na zdjęciach czy to był przypadek typu catfish?”
„Tak, wyglądała jak na zdjęciach. Na początku naprawdę myślałem, że to może być udany wieczór”.
Erin podała mi miskę pełną lodów, czekolady i posiekanych truskawek.
„Mówisz to tak, jakby zaraz miało pojawić się ogromne «ale»”.
Uśmiechnąłem się i opowiedziałem jej całą historię.
Erin zmrużyła oczy.
„Nie zapłaciłeś za nią, prawda?”
„Nie”.
Wziąłem łyżkę lodów, czując jednocześnie chłód i ulgę.
„Ale kelnerka ją zdemaskowała. Podobno Chloe robi to cały czas”.
„Czekaj… naprawdę? To zawodowa naciągaczka polująca na homary?”
Parsknąłem śmiechem.
„Coś w tym stylu. Jej karta nawet została odrzucona. Chyba nigdy nie byłem tak wdzięczny za niezręczną ciszę”.
Erin pokręciła głową i lekko szturchnęła mnie w ramię.
„Jestem z ciebie dumna, Ev. W końcu nauczyłeś się najpierw zadbać o siebie”.
Uśmiechnąłem się.
„To dziwne. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuję się… szanowany. Przynajmniej przez samego siebie”.
Stuknęła swoją łyżką o moją.
„Tylko to się liczy. A teraz zjedz swoje lody”.
Oboje się roześmialiśmy — tym rodzajem śmiechu, który rozgrzewa od środka i sprawia, że świat wydaje się odrobinę lżejszy.







