– Mama uważa, że po porodzie powinnaś na jakiś czas zamieszkać u swoich rodziców – powiedział Petru.
Alina spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– U moich rodziców?
– Tylko na kilka miesięcy. Dopóki nie dojdziesz do siebie i nie wrócisz do normalnego rytmu…
– A ty?
Petru zawahał się.
– Ja zostałbym tutaj. Mam pracę, a mama uważa, że nie ma sensu, żebyśmy oboje się męczyli.
Alina poczuła, jak zaciska jej się klatka piersiowa.
– Czyli twoja matka zdecydowała, że ja wyjadę z dzieckiem, a ty zostaniesz tutaj?
– Nikt niczego nie zdecydował.
– Właśnie przed chwilą opowiedziałeś mi o waszym planie.
– Alina, nie rób z tego dramatu.
Prawie się roześmiała.
– Jestem w ósmym miesiącu ciąży. Twoja matka właśnie powiedziała mi, że zniszczyłam swoje ciało, rodząc twoje dziecko, a wy rozmawiacie o tym, dokąd mnie wysłać po porodzie. Która część tego wydaje ci się przesadą?
Petru nerwowo przeczesał dłonią włosy.
– Mama uważa, że potrzebujesz pomocy.
– Twoja matka dziesięć minut temu powiedziała, że nie chce zajmować się żadnym wnukiem.
Petru zamilkł.
– Powiedz prawdę – ciągnęła Alina. – Nie chodzi o żadną pomoc, prawda?
– Chodzi.
– Boisz się, że po porodzie nie będę już wyglądała jak wcześniej?
– Tego nie powiedziałem.
– To dlatego?
– Alina…
– Naprawdę?
Petru wyraźnie się speszył.
– Dobrze. Wszystko zmieniło się tak szybko. Ty się zmieniłaś, nasze życie się zmieniło, a teraz pojawi się jeszcze dziecko…
Alina zamarła.
Po raz pierwszy Petru powiedział prawdę.
I zrozumiała, że dziecko nie było największym problemem.
Prawdziwym problemem było to, że za każdym razem, gdy robiło się trudno, on znowu zwracał się do swojej matki.
– Wiesz, co to oznacza, Petru?
– Co?
– Czekałam latami, aż wybierzesz naszą rodzinę. A ty wciąż czekasz na zgodę swojej matki.
– Nie przesadzaj.
– To dlaczego ona już wie, co się ze mną stanie po porodzie, zanim ja sama się o tym dowiedziałam?
Petru nie znalazł odpowiedzi.
Tej nocy spali osobno.
Następnego ranka Alina zadzwoniła do swojej mamy.
Nie rozmawiały ze sobą naprawdę od kilku miesięcy. Nie dlatego, że Elena zrobiła jej coś złego, ale dlatego, że Alina powoli odsunęła się od świata, z którego pochodziła.
Kiedyś wstydziła się ubrań uszytych przez matkę, skromnego mieszkania i tego, że Elena nie wiedziała, jakie wino pasuje do konkretnego dania.
Teraz wstydziła się, że kiedykolwiek takie rzeczy wydawały jej się ważne.
– Mamo?
– Alina? Co się stało?
Elena natychmiast wyczuła to po jej głosie.
Alina próbowała powiedzieć, że wszystko jest w porządku.
Jej matka jednak przez chwilę milczała.
– Córeczko, nigdy nie musisz mnie pytać, czy możesz wrócić do domu.
Alina rozpłakała się.
Tym razem nie próbowała się powstrzymać.
Dwa dni później zaczęła się pakować.
Petru podszedł do niej.
– Co ty robisz?
– Proszę cię, Petru.
– Dobrze to przemyślałaś?
Alina zasunęła zamek walizki.
– Tak. Przez lata pozwalałam innym ludziom decydować o tym, co mam zrobić ze swoim życiem.
– A co z nami?
– Nie wiem.
Petru pobladł.
Prawdopodobnie spodziewał się gróźb, łez albo kłótni.
Jej spokój przestraszył go jeszcze bardziej.
– Nie możesz po prostu zabrać dziecka i odejść.
Alina spojrzała na niego spokojnie.
– Dziecko wciąż jest we mnie, Petru.
Odwrócił wzrok.
– Nie tak to sobie wyobrażałem.
– Wiem. Problem w tym, że wiele rzeczy w twoim wykonaniu rzekomo nie jest tym, czym się wydaje, ale na końcu okazuje się dokładnie tym, czym było od początku.
Petru zrobił krok w jej stronę.
– Mogę to zmienić.
– Być może. Ale nie dopóki ja muszę walczyć z twoją matką, a ty stoisz między nami i udajesz, że nie wybierasz żadnej z nas.
– Chcesz, żebym wybrał między tobą a mamą?
– Nie.
Alina długo na niego patrzyła.
– Chcę, żebyś sam zrozumiał, że twoja żona i twoje dziecko nigdy nie powinny były brać udziału w konkursie o twoją uwagę i lojalność.
Petru nic nie odpowiedział.
Wyglądał tak, jakby w końcu zrozumiał.
Ale nie na tyle, żeby ją zatrzymać.
Elena czekała na nią przed blokiem.
Miała na sobie tę samą starą kurtkę, której Alina kiedyś kazała jej nie zakładać, gdy przyjeżdżała ją odwiedzić w Bukareszcie.
Kiedy zobaczyła Alinę wysiadającą z samochodu z dużym brzuchem i zapuchniętymi od płaczu oczami, nie zadała żadnego pytania.
Po prostu ją przytuliła.
Alina oparła głowę na ramieniu matki.
I wtedy zrozumiała coś, co powinna była wiedzieć od dawna.
Jej matka nigdy nie była kobietą, której powinna się wstydzić.
W kolejnych miesiącach Petru wysłał kilka wiadomości.
Na początku próbował przekonać ją, żeby wróciła.

Później jego wiadomości stały się ostrożniejsze.
Pytał, jak się czuje.
Alina powoli przestała czekać.
Z pomocą matki zaczęła prowadzić kilka godzin zajęć tanecznych tygodniowo dla dzieci w mieście. To nie było spektakularne życie, które rodzina Petru wyobrażała sobie dla niej.
Ale po raz pierwszy od wielu lat było to jej własne życie.
Jadła wtedy, kiedy była głodna, nie słysząc w głowie głosu pytającego, ile kalorii znajduje się na jej talerzu.
Patrzyła w lustro bez mierzenia talii.
A kiedy zbliżał się dzień porodu, jej strach nie miał już nic wspólnego z tym, jak będzie wyglądało jej ciało po narodzinach dziecka.
Maria przyszła na świat pewnego wiosennego poranka.
Poród był ciężki, a Alina była całkowicie wyczerpana.
Kiedy jednak położna położyła maleńką dziewczynkę na jej piersi, wszystkie głosy, które przez lata mówiły jej, jaka powinna być, nagle ucichły.
Maria była idealna.
A Petru nie było przy niej.
Alina wysłała mu tylko jedną wiadomość:
„Maria się urodziła. Jest zdrowa.”
Odpowiedź przyszła kilka godzin później.
„Cieszę się. Dbajcie o siebie.”
Alina przeczytała wiadomość dwa razy.
Potem odłożyła telefon.
Nie zamierzała prosić go, żeby był ojcem.
Jej ciało nie wróciło magicznie do dawnego wyglądu.
Stopniowo schudła, ale jej ciało pozostało pełniejsze. Biodra wyglądały inaczej, brzuch nie był już idealnie płaski, a na skórze pozostały ślady ciąży.
W innym życiu każda z tych zmian by ją przeraziła.
Teraz, kiedy Maria zasypiała z policzkiem przyciśniętym do jej piersi, Alina nie zastanawiała się już, czy Irina uważa ją za wystarczająco piękną.
Nie potrzebowała już jej aprobaty.
Prawie rok później Alina siedziała w kuchni swojej matki i karmiła Marię jogurtem, kiedy zadzwonił telefon.
– Halo?
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał.
Potem usłyszała jego głos.
– Alina… to ty?
Jej ręka znieruchomiała w powietrzu.
Petru.
– Czego chcesz?
– Chcę z tobą porozmawiać.
– Więc mów.
– Zbyt długo zajęło mi zrozumienie, co zrobiłem.
Alina milczała.
– Byłem tchórzem – kontynuował. – Pozwoliłem matce mówić o tobie tak, jakbyś była przedmiotem. A kiedy powinienem być przy tobie, wybrałem najłatwiejszą drogę.
– Wybrałeś, żeby nie wybierać.
– Tak.
Po raz pierwszy Petru nie próbował się bronić.
– Nie proszę, żebyś przyjęła mnie z powrotem – powiedział. – Ale chcę poznać moją córkę.
Alina poczuła, jak wraca do niej stara złość.
– Miałeś prawie rok.
– Wiem.
– Wiedziałeś, kiedy się urodziła.
– Wiem.
– To dlaczego nie przyszedłeś?
Petru zamilkł.
– Wstydziłem się – powiedział w końcu. – Im więcej czasu mijało, tym trudniej było mi przyjść. Wiem, że to nie jest usprawiedliwienie.
– Nie jest.
– Mogę ją zobaczyć?
Alina spojrzała na Marię.
Dziewczynka radośnie uderzała rączką w stół.
Maria nie ponosiła żadnej winy za słabość swojego ojca.
Ale Alina również nie była już gotowa poświęcać siebie, żeby Petru poczuł się lepiej.
– Możesz ją poznać.
– Dziękuję.
– Ale pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Jeśli chcesz być częścią życia Marii, zacznij od szacunku dla jej matki. Żadnych komentarzy na temat mojego ciała. Żadnych decyzji dotyczących naszego dziecka podejmowanych wspólnie z twoją matką. I żadnego znikania, kiedy sprawy stają się trudne.
– Rozumiem.
– I jeszcze jedno. To, że pozwalam ci być jej ojcem, nie oznacza, że przyjmuję cię z powrotem jako męża.
Po drugiej stronie zapadła długa cisza.
– Rozumiem – powiedział w końcu Petru.
Tym razem Alina mu uwierzyła.
Nie dlatego, że ufała jego obietnicy.
Ale dlatego, że nie była już od niego zależna.
Kiedy się rozłączyła, Elena weszła do kuchni.
– Kto dzwonił?
Alina uśmiechnęła się i wzięła Marię na ręce.
– Petru.
Jej matka nie zapytała, czy znowu będą razem.
Nie powiedziała nic.
I właśnie na tym polegała różnica.
Alina przeszła obok lustra w korytarzu.
Spojrzała na swoje odbicie.
Kobieta w lustrze nie miała już ciała dwudziestojednoletniej dziewczyny, którą Petru kiedyś z taką dumą przedstawiał swojej rodzinie.
Była starsza.
Była matką.
Na jej skórze pozostały ślady, w oczach widać było nieprzespane noce, a z kuchni dochodził śmiech jej dziecka.
Ale nie czuła się już jak manekin wystawiony na pokaz, który ma wartość tylko wtedy, gdy spełnia oczekiwania innych.
Nie nienawidziła już swojego ciała.
Nie nienawidziła swojego życia.
Po prostu przestała żyć dla ludzi, którzy potrafili ją kochać tylko tak długo, jak pozostawała kobietą, którą chcieli w niej widzieć.
A jeśli Petru chciał wrócić do ich życia, tym razem to nie Alina miała udowadniać, że jest wystarczająco dobra dla jego rodziny.
**To on miał udowodnić, że jest wystarczająco dobry dla ich rodziny.**







