Moja historia opowiada o obronie tego, co jest słuszne, gdy jesteś świadkiem czegoś złego.
Mój wynajmujący, pan Peterson, wypowiedział mi umowę najmu, a ja czułam, że to niesprawiedliwość. Po miesiącach ciężkiej pracy przekształciłam zaniedbany ogród w kwitnący raj.
Kiedy zauważył, że wartość nieruchomości wzrosła, postanowił podnieść czynsz i wynająć mieszkanie komuś, kto zapłaci więcej.
Byłam rozczarowana i wściekła, ale nie chciałam niszczyć ogrodu, w który włożyłam tyle miłości i energii. Zamiast tego postanowiłam uderzyć go tam, gdzie bolało najbardziej – w portfel.
Przypomniałam sobie o nowoczesnym, podziemnym systemie nawadniania, który zainstalowałam. Kilka sprytnych ustawień sprawiło, że system zaczął nadmiernie nawadniać niektóre obszary, co z czasem prowadziło do problemów z wilgocią i pleśnią.

Kiedy właśnie się przeprowadzałam, pan Peterson zadzwonił. Narzekał na dziwny zapach w piwnicy.
Z udawaną niewinnością starałam się nie wiedzieć o niczym. W miarę jak problemy narastały, moja sąsiadka, pani Jenkins, informowała mnie, że w piwnicy jest coraz gorzej, a koszty napraw rosną.
Później pan Peterson zadzwonił z prawie błagalnym tonem. Poprosił mnie o pomoc, ponieważ nie mógł sobie pozwolić na naprawy. Grzecznie odmówiłam, ciesząc się w duchu, że on sam ponosi konsekwencje swojej chciwości.
W końcu przeprowadziłam się do nowego miejsca, gdzie czekał na mnie już idealny ogród, podczas gdy pan Peterson został z nieruchomością pełną problemów.
W końcu mogłam być znowu szczęśliwa.







