**Część 2 – Dalszy ciąg historii – Cristina**
Wciąż trzymałam rękę na klamce.
— Cristina chce, żebym zmieniła nazwisko?
Răzvan westchnął.
— Nie powiedziała tego dokładnie w ten sposób.
— To jak?
— Ana, nie rób z tego awantury.
— Zadałam ci bardzo proste pytanie.
Ściszył głos.
— Cristina i ja się pobieramy.
Przez kilka sekund tylko na niego patrzyłam.
Nie dlatego, że ta wiadomość mnie zraniła.
Nasza historia skończyła się już kilka miesięcy temu.
— Gratuluję — powiedziałam. — Ale co wasz ślub ma wspólnego z moim nazwiskiem?
— Cristina przyjmie moje nazwisko.
— W porządku.
— I wydaje jej się… dziwne.
— Co dokładnie?
Răzvan poruszył się niespokojnie.
— To, że ty też je nosisz.
Przez chwilę myślałam, że źle usłyszałam.
— Nazwisko?
— Tak.
— To samo nazwisko, które nosi twój ojciec? I twoja matka? I prawdopodobnie setki innych osób?
— Doskonale wiesz, że nie o to chodzi.
— W takim razie mi wyjaśnij.
— Ty jesteś moją byłą żoną. Ona będzie moją żoną. Nie chce, żeby ktokolwiek mógł się pomylić.
Parsknęłam śmiechem.
— Pomylić się? Kto, Răzvan? Czy ktoś naprawdę uważa, że nadal jesteśmy małżeństwem?
— Nie.
— Przedstawiam się gdzieś jako twoja żona?
— Nie.
— Więc o co chodzi?
Wzruszył ramionami.
— Dla niej to ważne.
— Dla mnie też.
— Ale dlaczego tak bardzo zależy ci na tym nazwisku?
Jego pytanie mnie zaskoczyło.
— Nie zależy mi na twoim nazwisku. Zależy mi na moim prawie do samodzielnego decydowania o tym, jakie nazwisko noszę.
— Przecież możesz wrócić do swojego panieńskiego nazwiska.
— Mogę.
— No właśnie.
— Mogę. To nie znaczy, że muszę.
Zamilkł.
Otworzyłam przed nim drzwi.
— Życzę wam pięknego ślubu. Ale moje nazwisko nie jest częścią waszych przygotowań.
Wyszedł bez słowa.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie Doina.
Nawet nie próbowała owijać w bawełnę.
— Teraz rozumiesz, dlaczego tę sytuację trzeba rozwiązać?
— Rozumiem, że Răzvan się żeni.
— Właśnie. Cristina będzie jego żoną.
— Wiem.
— W takim razie to chyba nie jest normalne, żebyście obie nosiły to samo nazwisko.

Zamknęłam oczy.
— Pani Doina, ja nie przedstawiam się jako żona Răzana.
— Ale nosisz nazwisko rodziny.
— Noszę je od jedenastu lat.
— Bo byłaś z nim zamężna.
— A teraz noszę je, ponieważ to jest moje nazwisko.
Prychnęła.
— Nie rozumiem, dlaczego tak się go kurczowo trzymasz.
— Nie trzymam się go kurczowo.
— W takim razie z niego zrezygnuj.
I właśnie na tym polegał cały absurd.
Jeśli to nazwisko nie miało znaczenia, dlaczego miałam z niego rezygnować?
Ale skoro było dla nich tak ważne, że dzwonili do mnie jeden po drugim, żebym je oddała, najwyraźniej nie było tylko słowem zapisanym w dowodzie osobistym.
— Moje nazwisko nie jest miejscem przy stole, które muszę zwolnić dla następnej żony — powiedziałam.
— Jak możesz tak mówić?
— Nie mówię niegrzecznie. Po prostu informuję panią, że to nie jest pani decyzja.
— Cristina próbuje wejść do rodziny, a ty wszystko jej utrudniasz.
Te słowa zabolały mnie bardziej, niż się spodziewałam.
— Ja już wyszłam z tego małżeństwa. Nie muszę znikać, żeby ona mogła do niego wejść.
Doina zamilkła.
— Jeśli pewnego dnia zdecyduję się zmienić nazwisko, zrobię to. Ale nie dlatego, że pani, Răzvan czy Cristina tego ode mnie chcą.
Rozłączyłam się.
Wydawało mi się, że jestem całkowicie pewna swojej decyzji.
Prawda była jednak taka, że po tej rozmowie po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście nie powinnam zmienić nazwiska.
Wyjęłam ze starej szuflady kilka dokumentów sprzed ślubu.
Widniało na nich moje panieńskie nazwisko.
Długo się w nie wpatrywałam.
To było nazwisko, z którym dorastałam.
Nazwisko moich rodziców.
Nazwisko, które nosiłam do dwudziestego siódmego roku życia.
I przez kilka minut zadawałam sobie pytanie:
Dlaczego miałabym nadal nosić nazwisko mężczyzny, który mnie zdradził?
Wtedy zrozumiałam, że zadaję sobie niewłaściwe pytanie.
Po jedenastu latach to nazwisko nie oznaczało już tylko Răzana.
To było nazwisko, pod którym zbudowałam swoją karierę.
Nazwisko widniejące na moich dyplomach i dokumentach zawodowych.
Nazwisko, pod którym znali mnie moi współpracownicy.
I było to również nazwisko mojego dziecka.
Być może pewnego dnia wrócę do swojego panieńskiego nazwiska.
Ale gdybym zrobiła to teraz, tylko dlatego, że trzy osoby wywierały na mnie presję, nie byłaby to moja decyzja.
Byłaby to kapitulacja.
Dlatego nie zmieniłam nazwiska.
Kilka miesięcy później Răzvan i Cristina wzięli ślub.
Nie pytałam o nic związanego z uroczystością.
Nie interesowała mnie jej sukienka.
Nie interesowała mnie restauracja.
Nie interesowało mnie, kto przyszedł.
Liczyło się dla mnie tylko to, żeby Vlad dobrze się czuł, kiedy odwiedzał swojego ojca.
Po ślubie Cristina przyjęła nazwisko Răzana.
Dokładnie tak, jak chciała.
I świat się nie zawalił.
Nikt nas nie pomylił.
Nie doszło do żadnej administracyjnej katastrofy.
Byłyśmy po prostu dwiema dorosłymi kobietami noszącymi to samo nazwisko.
Jedna była jego żoną.
Druga kiedyś nią była.
Życie toczyło się dalej.
Doina jeszcze kilka razy wspomniała o tym temacie.
Za pierwszym razem ponownie próbowałam jej wszystko wyjaśnić.
Za drugim powiedziałam tylko:
— Już o tym rozmawiałyśmy.
Za trzecim razem nawet nie odpowiedziałam.
I z czasem temat po prostu zniknął.
Pewnego dnia, prawie rok po rozwodzie, wypełniałam w pracy jakieś dokumenty.
Dotarłam do rubryki dotyczącej nazwiska.
Automatycznie wpisałam nazwisko, które nosiłam od tylu lat.
Na chwilę zatrzymałam długopis nad kartką.
Nie czułam już złości.
Nie czułam też satysfakcji z tego, że ich „pokonałam”.
Pomyślałam tylko, że po raz pierwszy od bardzo dawna nikt nie stał obok mnie i nie mówił mi, kim powinnam być.
Być może pewnego dnia zmienię nazwisko.
A być może nie.
Ale jeśli to zrobię, będzie to dlatego, że **ja** zdecyduję, że inne nazwisko lepiej mnie reprezentuje.
Nie dlatego, że moja była teściowa chce je odzyskać.
Nie dlatego, że mój były mąż chce mieć spokój.
I nie dlatego, że jego nowa żona chce być jedyną kobietą, która je nosi.
Moje małżeństwo z Răzvanem dobiegło końca.
Ale moje prawo do samodzielnego decydowania o tym, kim jestem po tym wszystkim, dopiero się zaczynało.







