Myślałam, że młoda gotka, która odwiedzała mamę w każdą sobotę, była po prostu niespodziewaną przyjaciółką. Po śmierci mamy odkryłam, że łączyła je więź znacznie bardziej osobista, niż kiedykolwiek przypuszczałam. Im więcej poznawałam szczegółów, tym wyraźniej rozumiałam, że mama nosiła w sobie żal, którego żadne z nas nigdy do końca nie potrafiło zrozumieć.
Raven czekała, aż prawie wszyscy opuszczą pogrzeb mojej mamy, zanim do mnie podeszła.
Przez całą uroczystość udawałam, że jej nie obserwuję.
Stała z tyłu w długim czarnym płaszczu. Srebrne kolczyki i pierścienie połyskiwały przy jej brwi i nosie. Przez wiele miesięcy widywałam ją w każdą sobotę siedzącą przy kuchennym stole mamy, jakby była tam u siebie.
*Nigdy nie rozumiałam dlaczego.*
Teraz moja matka nie żyła, a Raven podchodziła do mnie, zaciskając jedną dłoń wokół czegoś.
„Maeve”.
Odwróciłam się.
Jej oczy były zaczerwienione i spuchnięte.
„Dziękuję, że przyszłaś” – powiedziałam.
Skinęła głową i otworzyła dłoń.
Na jej dłoni leżał mały mosiężny klucz.
„Co to jest?”
„Twoja mama powiedziała mi, żebym dała ci go *dopiero po jej śmierci*”.
Wpatrywałam się w klucz.
„Co on otwiera?”
„Powiedziała, że będziesz wiedziała, kiedy go znajdziesz”.
Poczułam ucisk w piersi.
„Dlaczego nie dała mi go sama?”
Raven zawahała się.
„Może dlatego, że wiedziała, iż schowasz go w bezpiecznym miejscu i zrobisz wszystko, żeby nigdy nie dowiedzieć się, co się za nim kryje”.
Te słowa zabolały bardziej, niż powinny.
„Ty mnie nawet nie znasz”.
„Nie” – odpowiedziała. „Ale Doris znała ciebie”.
Przez krótką, bolesną chwilę mój smutek zamienił się w gniew.
„Dlaczego moja matka ci zaufała i powierzyła ci coś takiego?”
Wyraz twarzy Raven złagodniał.
„Nie znałam jej lepiej niż ty, Maeve”.
„Więc dlaczego masz ten klucz?”
„Bo znałam taką jej część, której ty nie znałaś”.
Zanim zdążyłam zapytać, o jaką część chodzi, mój mąż Tom pojawił się przy drzwiach z moim płaszczem.
Raven cofnęła się o krok.
„Nie chowaj go po prostu do szuflady” – powiedziała.
Potem odeszła.
Stałam tam z kluczem wbijającym się w dłoń i jednym pytaniem, które nie dawało mi spokoju:
**Co moja matka przede mną ukrywała?**
Pierwszy raz zobaczyłam Raven, gdy piła herbatę z najlepszego porcelanowego serwisu mamy i siedziała w starym fotelu mojego ojca.
Stanęłam w drzwiach kuchni z dwiema ciężkimi torbami zakupów w rękach.
„Mamo?”
Moja matka, Doris, podniosła wzrok. W wieku 73 lat nadal była najszczęśliwsza w tej samej małej kuchni, z ogrodem za oknem i książką zwykle leżącą gdzieś w pobliżu.
„Jesteś, Maeve”.
Młoda kobieta siedząca obok niej odwróciła się.
Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat. Ubrana była cała na czarno, oba przedramiona pokrywały tatuaże, a kilka srebrnych kolczyków błyszczało przy każdym jej ruchu.
„To Raven” – powiedziała mama. „Moja przyjaciółka”.
Raven wstała.
„Miło cię poznać”.
„Ciebie również”.
Odłożyłam zakupy, wciąż spoglądając na stary fotel ojca.
Raven to zauważyła.
„Siedzę w miejscu, w którym nie powinnam?”
„Nie” – odpowiedziałam zbyt szybko. „Wszystko w porządku. Skąd się znacie?”
„Poznałyśmy się przy kawie” – powiedziała mama.
„W kawiarni przy księgarni” – dodała Raven. „Powiedziała, że czytam okropną książkę”.
Mama się uśmiechnęła.
„Bo była okropna”.
„Myślałam, że spędzę z tobą popołudnie”.
Uśmiech mamy zniknął.
„Możemy to zrobić w przyszłą sobotę”.
„Prosisz mnie, żebym wyszła?”
„Rozmawiamy o czymś prywatnym”.
Raven spojrzała na nas obie.
„Mogę pójść”.
„Nie” – powiedziała mama zbyt szybko.
To zabolało.
Wzięłam torebkę.
„Maeve” – powiedziała mama cicho. „Kocham cię. Ale nie potrzebuję, żebyś próbowała kontrolować każdą część mojego życia”.
„Soboty zwykle spędzamy razem”.
„Wiem”.
Spojrzałam na Raven, a potem na mamę.
„Dobrze. Zostawię was same”.
Mój wzrok padł na małe drewniane pudełko leżące obok łokcia Raven.
Mama podążyła za moim spojrzeniem i szybko przykryła pudełko ściereczką.
*To oczywiście wcale nie sprawiło, że poczułam się lepiej.*
„Dobrze” – powiedziałam.
Mama westchnęła.
„Znowu to słowo”.
„Jakie?”
„To słowo, którego używasz, kiedy nic nie jest w porządku”.
Wyszłam, zanim powiedziałam coś, czego później mogłabym żałować.
„Znowu tam była” – powiedziałam.
Siedziałam z Tomem przy stole.
Podniósł wzrok.
„Raven?”
„Dwie soboty z rzędu”.
„Twoja mama wyglądała na zdenerwowaną?”
„Nie. I właśnie to mnie martwi”.
„Dlaczego?”
Objęłam kubek obiema dłońmi.
„Bo wyglądała na szczęśliwą. Spokojną. A ja nadal nie wiem, kim właściwie jest ta dziewczyna”.
Tom czekał.
„Ma dwadzieścia kilka lat, Tom. Mama ledwo ją zna, a nagle w każdy weekend prowadzą prywatne rozmowy”.
„Myślisz, że Raven czegoś od niej chce?”
„Nie wiem”.
„Doris dała ci jakiś powód, żeby sądzić, że Raven wywiera na nią presję?”
„Nie”.
Tom pochylił się do przodu.
„Co tak naprawdę cię martwi, Maeve?”
Wpatrywałam się w herbatę.
„Czuję się odsunięta”.
„Bo się martwisz?”
„Bo jestem zazdrosna” – przyznałam.
Tom dotknął mojej dłoni.
„Więc nie zgaduj, Maeve. Po prostu obserwuj”.
Raven nadal przychodziła, a wkrótce soboty stały się ich wspólnym czasem.
Pewnego razu przyjechałam wcześniej i zobaczyłam kartki urodzinowe rozłożone na stole mamy.
Szybko je zebrała i schowała do pudełka.
„Co to jest?”
„Stare rzeczy”.
Zaczęłam sprzątać kuchnię.
Mama chwyciła mnie za nadgarstek.
„Nie wszystko musi być przez ciebie naprawiane”.
„Nic nie naprawiam”.
Uśmiechnęła się zmęczona.
„Zwykle właśnie to robisz”.
Pewnej soboty zostawiłam telefon u mamy.
Godzinę później wróciłam bocznymi drzwiami i usłyszałam głosy dobiegające z kuchni.
„Co tydzień mówisz mi, żebym zadzwoniła do mamy” – powiedziała Raven.
„Wiem”.
„To zadzwoń do swojej siostry”.
Zamarłam.
Miała na myśli moją ciotkę Elaine.
**Mama i Elaine nie rozmawiały ze sobą od jedenastu lat.**
Do tego czasu wiedziałam już, że mama ciągle namawiała Raven, żeby odbudowała relację ze swoją matką. Pokłóciły się po tym, jak Raven rzuciła studia, żeby zostać tatuażystką.
Kiedy moja babcia zachorowała, mama zajmowała się większością jej opieki. Jednocześnie miała żal do Elaine, która mieszkała dalej i prawie w ogóle nie pomagała.
Podczas jednej z okropnych kłótni Elaine powiedziała jej:
„Nie pomagasz ludziom dlatego, że jesteś hojna. Pomagasz im, żeby byli ci coś winni”.
Mama kazała jej wyjść.
Wkrótce potem ich matka zmarła i żadna z sióstr już nigdy nie zadzwoniła do drugiej.
Teraz stałam przed kuchnią i słyszałam, jak Raven mówi:
„W każdą sobotę pytasz mnie, czy zadzwoniłam do mamy”.
„Wiem” – odpowiedziała mama.
„To dlaczego nigdy nie zadzwoniłaś do swojej siostry?”
Zapadła cisza.
„To co innego”.
„Dlaczego?”
Mama westchnęła.
„Po prostu jest inaczej”.
Raven nie pozwoliła jej tak łatwo się wykręcić.
„Próbowałaś kiedyś to naprawić?”
„Raz”.
„Co zrobiłaś?”
„Wzięłam telefon”.
„I zadzwoniłaś do Elaine?”
„Nie”.
Raven milczała przez chwilę.
„Czyli tylko wzięłaś telefon”.
„A potem go odłożyłam”.
„To nie jest dokładnie rada, której mi udzielasz”.
Mama krótko się zaśmiała.
„Nie. Nie jest”.
Głos Raven złagodniał.
„To dlaczego ciągle powtarzasz mi, żebym zadzwoniła do mamy?”
„Bo możesz mieć rację albo możesz mieć rodzinę, Raven. Czasami nie możesz mieć obu rzeczy naraz”.
„To dość ironiczne”.
Moja dłoń już spoczywała na klamce drzwi do kuchni.
*Mogłam wejść.*
Mogłam powiedzieć imię Elaine i wreszcie zmusić je do otwartej rozmowy.
Zamiast tego cofnęłam się.
Tego wieczoru napisałam:
***„Widziałam dziś mamę. Myślę, że za tobą tęskni”.***
Patrzyłam na wiadomość, aż ekran zgasł.
Potem ją usunęłam.
Dwa miesiące później mama dostała udaru.
Tom spotkał mnie przed jej salą w szpitalu, kiedy lekarz już wyszedł.
„Maeve?”
Przyciągnął mnie do siebie i przez krótką, głupią chwilę sięgnęłam po telefon.
„Muszę zadzwonić do mamy”.
Wtedy sobie przypomniałam.
Odsunęłam się i otworzyłam kontakty.
„Muszę zadzwonić do Elaine”.
Tom ścisnął moją dłoń.
Elaine odebrała po piątym sygnale.
„Maeve?”

„Mama zmarła dziś rano.”
Cisza.
„Mama zmarła dziś rano.”
Potem usłyszałam tylko:
„O Boże…”
„Pogrzeb jest w piątek.”
„Nie sądzę, żebym mogła przyjechać.”
Normalnie powiedziałabym, że rozumiem, tylko po to, żeby zakończyć tę niezręczną rozmowę.
Tym razem jednak mocniej ścisnęłam telefon.
„Chcę, żebyś tam była.”
„Pogrzeb jest w piątek.”
„Nie mogę tego obiecać.”
„Więc nie obiecuj. Po prostu się nad tym zastanów.”
**Nie przyszła.**
Tego wieczoru stałam przy biurku, trzymając klucz nad szufladą.
Tom mi się przyglądał.
„Schowasz go z powrotem?”
„Nie mogę tego obiecać.”
„Przecież taki miałaś zamiar.”
„Ale co się zmieniło?”
Zacisnęłam dłoń na kluczu.
„Mam już dość ciągłego przechowywania rzeczy w bezpiecznym miejscu, Tom. Potrzebuję odpowiedzi.”
Pojechaliśmy do domu mamy.
Po sprawdzeniu jej biurka i starej szafki do szycia poszłam na górę.
Za stosem koców, w jej szafie, znalazłam drewniane pudełko.
Klucz pasował.
W środku znajdowały się dziesiątki kopert. Na każdej widniało to samo imię: **Elaine**.
Tom wziął jedną z nich.
„To listy z jedenastu lat?”
Kiwnęłam głową.
„Nigdy żadnego nie wysłała.”
Telefon już miałam w ręce. Zanim zdążyłam się rozmyślić, zadzwoniłam do Elaine.
Kiedy odebrała, powiedziałam:
„Znalazłam coś, co mama ukrywała przed nami obiema przez jedenaście lat.”
Elaine przyszła następnego popołudnia.
Tom otworzył drzwi, krótko się z nią przywitał, a potem zostawił nas same. Zaprowadziłam ją na górę.
Kiedy zobaczyła koperty rozłożone na łóżku mamy, zatrzymała się.
„Znalazłaś je?”
Odwróciłam się do niej.
„Wiedziałaś o nich?”
„Nie o tych.”
Podeszła bliżej i podniosła kartkę urodzinową.
„Ja też mam takie pudełko.”
Patrzyłam na nią z niedowierzaniem.
„Wiedziałaś?”
„Pudełko z czym?”
„Z listami do twojej mamy. Kartkami urodzinowymi. Kartkami świątecznymi. Rzeczami, które pisałam, ale nigdy ich nie wysłałam.”
„Dlaczego?”
Elaine spojrzała na kopertę, którą trzymała w dłoni.
„Bo za każdym razem, kiedy kończyłam list, wyobrażałam sobie, że Doris odsyła go z powrotem, nawet go nie otwierając.”
„Czyli obie przez jedenaście lat pisałyście do siebie listy, ale tak naprawdę ze sobą nie rozmawiałyście.”
Zacisnęła usta.
„Najwyraźniej.”
Zaczęłam układać kartki według lat.
Elaine obserwowała moje ręce.
Odłożyła kartkę.
„Pamiętasz mój telefon sprzed pięciu lat? W urodziny twojej mamy?”
Ścisnęło mnie w żołądku.
„Pytałaś, jak się czuje.”
„Pytałam, czy kiedykolwiek o mnie mówiła.”
Już wiedziałam, dokąd zmierza ta rozmowa.
„Co mi wtedy powiedziałaś, Maeve?”
Spojrzałam na nią.
„Niewiele.”
W oczach Elaine pojawiły się łzy.
„Wiesz, co wtedy zrozumiałam?”
Nie odpowiedziałam.
„Uznałam, że moja siostra już o mnie zapomniała.”
„Ciociu Elaine…”
„To była prawda?”
To było pytanie, którego nie mogłam już ominąć.
„Nie.”
Znieruchomiała.
Mama często o niej mówiła. Pewnego razu podniosła niebieski sweter i powiedziała:
„Elaine nosiłaby go, dopóki rękawy całkiem by się nie rozpadły.”
Elaine przełknęła ślinę.
„Więc kiedy zapytałam cię, czy o mnie mówiła…”
„Dałam ci najłatwiejszą odpowiedź.”
„Dlaczego?”
„Bo miałam dość bycia między wami.”
Twarz Elaine stwardniała.
„Nie prosiłam cię, żebyś nas pogodziła, Maeve.”
„Wiem.”
„Ale pozwoliłaś mi uwierzyć, że ona nie chce już mieć ze mną nic wspólnego.”
„Tak.”
Spojrzała na kartki.
„Muszę iść.”
„Ciociu Elaine…”
„Nie teraz.”
Wyszła, zanim zdążyłam ją zatrzymać.
Przez długi czas siedziałam sama na łóżku mamy.
Kiedy w końcu zaczęłam wkładać koperty z powrotem do pudełka, znalazłam jedną wsuniętą pod podszewkę.
Była zaklejona.
Na przodzie widniało imię Elaine, napisane charakterem pisma mamy.
Odwróciłam ją raz w dłoni.
Mogłam ją otworzyć.
Nie zrobiłam tego.
Tego wieczoru poprosiłam Raven, żeby do mnie przyszła.
Usiadła przy kuchennym stole mamy, na tym samym krześle, na którym zobaczyłam ją po raz pierwszy.
„Jak właściwie się zaprzyjaźniłyście?” zapytałam.
„Obraziła książkę, którą czytałam.”
Mimo wszystko się uśmiechnęłam.
„To naprawdę do niej podobne.”
„Zaczęłyśmy rozmawiać. Powiedziałam jej, że ja i moja mama nie rozmawiamy ze sobą. Ona opowiedziała mi o Elaine.”
Uśmiech Raven zniknął.
„Czyli namawiała cię, żebyś zadzwoniła do mamy?”
„W każdą sobotę.”
„A ty namawiałaś ją, żeby zadzwoniła do Elaine.”
Spojrzałam na swoje dłonie.
„Dlaczego mi o tym nie powiedziała?”
Raven zawahała się.
„Wstydziła się. Od lat mówiłaś jej, żeby zadzwoniła do Elaine. Potem ja powiedziałam jej to samo. I nagle naprawdę chciała spróbować.”
Pochyliła się w moją stronę.
„Maeve, ona nie wybrała mnie zamiast ciebie. Po prostu łatwiej było jej przyznać się do strachu przed kimś, kto przez lata nie obserwował, jak odmawia.”
Pozwoliłam, by jej słowa do mnie dotarły.
Następnego ranka pojechałam do domu Elaine. Zapieczętowana kartka od mamy leżała w mojej torebce.
Kiedy otworzyła drzwi, jej twarz się napięła.
„Mówiłam ci, że potrzebuję czasu.”
„Wiem.”
„Więc dlaczego tu jesteś?”
Wyciągnęłam do niej kopertę.
„Znalazłam ją po twoim wyjściu.”
Elaine wpatrywała się w swoje imię.
„Czytałaś ją?”
„Nie.”
Podniosła wzrok.
„Nie ma już czego naprawiać, Maeve.”
„Nie. Nie ma.”
Zmarszczyła brwi.
„Ale mama umarła, zanim obie znalazłyście w sobie odwagę, żeby porozmawiać. Tego już nie mogę zmienić.”
„Czego więc ode mnie chcesz?”
„Nic.”
To ją zaskoczyło.
„Przyszłam, bo muszę ci coś powiedzieć bez szukania wymówek.”
Ścisnęło mnie w gardle.
„Pięć lat temu, kiedy zapytałaś mnie, czy mama o tobie mówi, wiedziałam, że tak.”
Twarz Elaine znieruchomiała.
„Wiedziałam, że za tobą tęskniła. A mimo to dałam ci najłatwiejszą odpowiedź, bo nie chciałam mierzyć się z tym, co miało nastąpić później.”
„Czyli mnie okłamałaś.”
„Tak.”
„Pozwoliłaś mi uwierzyć, że jej na mnie nie zależało.”
„Tak.”
W jej oczach pojawił się gniew.
Nie broniłam się.
Nie zmieniłam tematu.
Nie wyszłam.
„Nie proszę cię o wybaczenie” — powiedziałam. „Ale nie chcę już udawać, że milczenie nic nie kosztuje.”
Położyłam kopertę na stoliku przy jej drzwiach.
„To należy do ciebie.”
Potem odeszłam, zanim zdążyłam powiedzieć jej, co powinna z nią zrobić.
Trzy tygodnie później Elaine siedziała naprzeciwko mnie przy kuchennym stole mamy.
Drewniane pudełko stało obok jej krzesła.
„Przeczytałam kartkę” — powiedziała.
Czekałam.
„Napisała, że przez lata czekała, aż będzie dokładnie wiedziała, co chce powiedzieć.”
Elaine spojrzała na swoją kawę.
„Potem napisała, że być może właśnie to czekanie było problemem.”
„Co jeszcze napisała?”
„Że za mną tęskniła.”
Wyciągnęłam rękę w jej stronę, ale zatrzymałam się, zanim jej dotknęłam.
„Przepraszam.”
Kiwnęła głową.
„W zeszłym roku napisałam prawie dokładnie to samo.”
Tego wieczoru Raven wysłała mi wiadomość:
**„W końcu zadzwoniłam do mamy. Jutro jemy razem kolację. Trzymaj za mnie kciuki.”**
Uśmiechnęłam się i odłożyłam telefon.
Elaine obracała między palcami jedną ze starych kartek mamy.
„Nie wiem, co teraz będzie z nami” — powiedziała.
„Ja też nie wiem. Ale chciałabym znowu się z tobą spotkać, jeśli ty też tego chcesz.”
Elaine spojrzała na mnie.
„Zadzwoń do mnie w przyszłym tygodniu.”
„Zadzwonię.”
I po raz pierwszy byłam gotowa **pracować nad sobą, zamiast ciągle próbować naprawiać wszystkich wokół.**
Pomyślałam o tym, jak bardzo byłam zazdrosna o Raven — kobietę o połowę młodszą ode mnie — tylko dlatego, że mama podzieliła się z nią czymś, czego nigdy nie powiedziała mnie.
Może dobrze znałam swoją matkę.
Po prostu nie znałam każdej jej strony.
I może to było w porządku.
Bo niektórych ludzi nie możemy już odzyskać.
Ale czasami możemy przestać tracić tych, którzy wciąż są obok nas.







