Słowa Anny Siergiejewny zabrzmiały spokojnie, niemal codziennie, jakby mówiła o czymś zupełnie zwyczajnym.
„I przygotuj się na to, że pozew rozwodowy trzeba będzie złożyć nagle.”
Zmarszczyłam brwi.
„Dlaczego nagle?”
Prawniczka zdjęła okulary i spojrzała na mnie uważnie. W jej wzroku było doświadczenie osoby, która widziała zbyt wiele rozpadających się historii w najtrudniejszych momentach.
„Bo, Oksana, kiedy w grę wchodzą pieniądze i mieszkanie, ludzie się zmieniają” — powiedziała spokojnie. — „Dziewiętnaście lat małżeństwa nie jest gwarancją uczciwości ani szlachetności.”
Milczałam.
Jej słowa mi się nie podobały, ale nie potrafiłam ich całkowicie odrzucić.
„Uwierz mi” — kontynuowała. — „Widziałam ludzi, którzy w ciągu tygodnia stawali się zupełnie kimś innym. Ukrywali pieniądze, przepisywali majątek na rodzinę, blokowali konta albo opróżniali wspólne oszczędności.”
„Igor taki nie jest” — powiedziałam automatycznie.
Słowa wyszły ze mnie odruchowo, zanim zdążyłam je przemyśleć.
Anna Siergiejewna uśmiechnęła się lekko, prawie smutno.
„Wszyscy tak mówią.”
Ta fraza utkwiła mi w głowie.
Kiedy wyszłam z biura, na zewnątrz było zimno i wietrznie. Niebo było szare i ciężkie, a ludzie spieszyli się ulicą, otuleni płaszczami. Szłam powoli w stronę przystanku i po raz pierwszy od dziewiętnastu lat uświadomiłam sobie, że robię coś bez wiedzy męża.
I to uczucie było jednocześnie niepokojące i dziwnie ożywcze.
W domu panowała cisza. Igor jeszcze nie wrócił z pracy.
Od razu usiadłam do komputera i otworzyłam bankowość internetową.
Serce biło mi szybciej niż zwykle, chociaż patrzyłam tylko na liczby.
Na naszym wspólnym koncie znajdowała się suma, którą odkładaliśmy przez lata. „Na przyszłość” — mówił Igor.
Zrobiłam zrzuty ekranu. Pobrałam wyciągi. Wszystko zapisałam na pendrive.
Potem wyjęłam dokumenty mieszkania.
Wybraliśmy je razem. Pamiętałam tamten dzień bardzo wyraźnie. Staliśmy na balkonie i patrzyliśmy na podwórko.

„Wyobrażasz sobie?” — mówił wtedy Igor. — „Za kilka lat zrobimy remont, kupimy nowe meble. Będzie idealnie.”
Wtedy mu wierzyłam.
Teraz ten sam balkon wydawał się jedynie częścią majątku do podziału.
Wieczorem Igor wrócił w dobrym nastroju. Od progu zaczął opowiadać historię o koledze z pracy.
Słuchałam go, ale odbierałam inaczej.
Jak obcego człowieka.
„A tak w ogóle” — powiedział mimochodem — „Marina jutro wpadnie. Ma problem z samochodem.”
Poczułam, jak coś zimnego ścisnęło mnie w środku.
„Dobrze.”
„Nie masz nic przeciwko, prawda?”
„Nie.”
Odpowiedziałam spokojnie, ale w mojej głowie pojawiła się nowa myśl.
Jeśli Marina tak lubi komentować moje życie, zastanawiałam się, co powie, kiedy dowie się o rozwodzie.
Następnego dnia przyszła wieczorem. Jak zawsze głośno zatrzasnęła drzwi i od razu weszła do kuchni.
„Oksana, masz herbatę? Cały dzień byłam na nogach!”
Wstawiłam wodę na herbatę. Moje ruchy były automatyczne.
Zaczęli rozmawiać. Najpierw o samochodzie, potem o pracy, potem o rodzinie.
Prawie nie słuchałam.
Aż usłyszałam swoje imię.
„Ona ostatnio jest jakaś dziwna” — powiedział Igor.
„Też to zauważyłam” — odpowiedziała Marina. — „Może hormony?”
Zaśmiali się oboje.
Stałam przy kuchence i ściskałam łyżkę tak mocno, że bolały mnie palce.
W tej chwili wiedziałam już na pewno: moja decyzja zapadła.
I wtedy Marina powiedziała coś, co mnie sparaliżowało.
„A tak w ogóle, Igor… mówiłeś, że myślisz o przepisaniu mieszkania na swoją mamę, tak na wszelki wypadek?”
W kuchni zapadła cisza.
Serce uderzyło mi tak mocno, że słyszałam je w uszach.
„Tak” — odpowiedział spokojnie Igor. — „Zajmę się tym w przyszłym tygodniu.”
Łyżka wypadła mi z ręki.
I w tej sekundzie zrozumiałam, że Anna Siergiejewna miała rację.
Ludzie naprawdę potrafią się zmieniać, kiedy w grę wchodzą pieniądze i majątek.







